halo,
doroto z krakowa
Szanowna Pani jestem niezmiernie urzeczony odpowiedzią na mój ceperski apel :)
W prawdziwych forumowiczach siła !
Jednak na początku , pokajam się ,gdyż jestem winny.
Otóż mając 6 lat ,zostałem przywieziony pod Wawel autobusem szkolnym i zwiedziłem tą ostoję kultury i sztuki polskiej, wykazując zero wysiłku ale...posiadając dobrej woli -odrobinę.
Obiecuję iż ,gdy tylko pojawi się taka możliwość ,następnym razem wyruszę na pieszą eskapadę -od progu mojego domu -aż po gród Kraka i...to bez "zawijania do portu ".
Może nawet boso, a co tam ,powsimorda może.
Myślę sobie ,iż gorycz wynikająca z wybudowania -drwiny z krajobrazu-jest w Pani -...spora.
To czasami ma wpływ na odczytanie intencji autora tekstu. Znając się z Basią Z od jakiegoś czasu ,zapytałem ot -tak ,z przekąsem :) przy okazji prowadzenia wycieczki -co można zwiedzić w Arłamowie (mając na myśli dawny rządowy ośrodek wypoczynkowy -a współczesny hotel ,bo o nim jest toczona dyskusja )). Wydaje mi się ,iż jest to czytelne i wynika z kontekstu wcześniejszej dysputy .
Ale widocznie nie .
Hi HI HI
I pojedź tam, pospaceruj i zamyśl się nad historią tej ziemi, nad ludźmi którzy tutaj kiedyś żyli.
Jakże miło mi(piszę to już po raz wtóry,nawet w tym wątku), Pani doroto z krakowa ,iż nieznajomi mi ludzie używają podczas dialogu ze mną -rozkaźnika (trybu rozkazującego czasownika niedokonanego).
Pracując na co dzień w Ministerstwie Propagandy ,nawet my (!) nie korzystamy z tej formy zwracania się do klienta.
:)
Ciesze się,że taki duch bycia utylitarnym (to pewnie wpływ twórców pozytywizmu krakowskiego-A.Asnyka i M.Bałuckiego )Poczytaj o Arłamowie, o Jamnej i Kwaszweninie - to niezbyt daleko od cudów - wianków jakie proponuje hotel jest wśród forumowiczów żywy.
Aczkolwiek jestem bardziej zwolennikiem teorii filozofii I.Kanta niż Jamesa Milla.
To również dla mnie zaskoczenie ,gdyż w filozofii pozytywistycznej reguła jest owszem empiryczna i naukowa (pozdrawiam serdecznie Cie bartolomeo :) ) ale zarazem niweluje nieuprawnioną spekulacje i metafizykę.
A tych w forumowych tekstach jest ...sporo.
Myślę tu o teoretycznym dociekaniu nieopierającym się na doświadczeniu.
Wracając do dolin towarzyszących potokom: Jamninka ,Arłamówka czy też rzekom: Wiar i Wyrwa.
Mając naście lat ,będąc w okresie obcisłych spodni,wysokich wiązanych butów szwendałem się po obrzeżach kraju,gdyż zagranica była niedostępna.
Kiedyś,nogi zaprowadziły mnie do wioski Wicie (pomiędzy Darłówkiem a Jarosławcem);
było to w okresie żniw, wioska niewielka ,syn gospodarza w Ameryce,zięć na pobliskim poligonie ,więc każde ręce mile widziane.
Po pracy w polu,gospodarz poprosił coby z nim wypłynąć na jezioro (Kopań) i sprawdzić sieci. Oczywiście ,bardzo chętnie ,łódkę zepchnęliśmy z brzegu i do wioseł.Zeszło nam do świtu-...zeszło na rozmowach i łowieniu dorsza i flądry w jeziorze (!)
Okazało się ,że ten mężczyzna (uchodzący za najlepszego rybaka we wsi !),mający przeszło sześćdziesiąt lat jest z pochodzenia Łemkiem z Jamny Dolnej !!!.
Ja w tym okresie swojego życia,niezbyt byłem rozgarnięty w wiedzy narodowościowej terytorium Polski.(gdyby powiedział ,że jest Olmekiem -pewnie podobnie nie zrobiłoby na mnie wrażenia). Ale ,troszeczkę wiedzy o kulturze i historii tych ziem, miałem przekazane z pierwszej ręki -mojego dziadka i stryja.(stąd szybkie skojarzenie UPA -akcja Wisła itd:)
Pokazał mi fotografie (o barwie oliwy) ze zdjęciami przodków,dzwonnicy z cerkwi w Jamnej ;zdjęcia z jakiegoś wesela żołnierza z sotni UPA;opowiedział o głodzie i jedzeniu kory z drzew,perzu itd.
I tak zeszło mi w tym gospodarstwie ok.tygodnia(codzienna kolacja przy ognisku w towarzystwie niesamowitych instrumentów muzycznych ),zostałbym jeszcze dłużej ( piękna wnuczka ...),ale nastąpił wrzesień i czas było wspomnieć o niebieskim mundurku z białym kołnierzykiem .Ale przyjeżdżałem tam co jakiś czas,przez parę lat .Kiedyś przy pożegnaniu,a pan Korosteński miał już siedemdziesiątkę (i żadnego siwego włosa w czarnej czuprynie) poprosił mnie ,coby jak będę łazikował -wstąpił do jego wsi rodzinnej i posadził dwie brzozy nad grobami rodziców,wręczył mi mapkę-(kartkę śniadaniowego papieru)- jak znaleźć cerkwisko i miejsce pochówku.
Po dwóch miesiącach umarł,a ja ,świeżo upieczony kierowca pojechałem fiatem 126p (w listopadową zawieję) posadzić rośliny i dotrzymać słowa.
Ale to już zupełnie inna historia...
Jedna brzoza (angielska) się przyjęła i do dziś zdobi okolicę ,na cmentarzu za potokiem.
Nie wiem jaka jest Twoja wrażliwość, ale spróbuj ...
Co do mojej wrażliwości... to mam wrażliwe...zęby ...na zimno i...
na używanie w nadmiernej ilości ...imperativus.
A...co to ja chciałem jeszcze napisać...
aha...bardzo było mi miło Pani doroto z krakowa -z Panią wymienić parę słów
pierogowy




Odpowiedz z cytatem