Potem Bazyl włóczył nas jakiś czas po lesie, by w końcu zejść (na azymut bodajże 30) do doliny Roztok. Tutaj odłączyłem się od ekipy, bo drugą część dnia miałem zaplanowaną jako jeżdżoną. Tarnawa leży na granicy parku narodowego i dalsze poruszanie się drogą w górę doliny Sanu wymaga uiszczenia opłaty z tytułu UDOST.OB.SC.N. Nie wiem, co to oznacza, ale dla człowieka z rowerem kosztowało 6 zł, w tym 44 gr PTU 8%. Spytałem pani w okienku, dokąd mogę jechać, mając taki bilet. Do Sianek, bez wahania odpowiedziała pani. Tutaj się, z jednej strony, bardzo ucieszyłem, bo ostatnio rowerem można było legalnie dojechać tylko do Beniowej. Z drugiej strony, bardzo się zmartwiłem, bo godzina była trochę za późna na wycieczkę aż do Sianek. Ale co tam, lampkę rowerową mam mocną, do uzupełnienia czołówkę, w sakiewce parę batonów. Ruszam! Droga prowadzi początkowo tuż nad Sanem.
IMG_0826.JPG . DSC00203.JPG . paragon.jpg . DSC00205.JPG
W rejonie Sokolików żegnam się na chwile z Sanem, i okrążając od zachodu Kiczerę Sokolicką dojeżdżam do Bukowca. Potem powrót do Sanu w Beniowej. Nagle po lewej stronie coś załomotało. Prawdziwy pociąg! Jedzie tuż, tuż! Ale miedzy mną a pociągiem jest jeszcze słupek, żółta tablica graniczna i cieniutki San na dnie dolinki. Pociąg jest już za granicą!
W ostatniej relacji z Pikuja znalazły się takie zdania: http://forum.bieszczady.info.pl/show...l=1#post143502
Po tym „udaniu się”, przypomniałem sobie o podobnych uczuciach i przy okazji, o niedokończonej relacji z 2011 r. Tam, w Beniowej, stanąłem i gapiłem się na ten pociąg, zapomniałem nawet o wyciągnięciu aparatu. Zdjęcie zrobiłem, gdy już pociągu nie było, widać tylko druty zasilające nad torami. Po chwili dotarłem do cerkwiska i cmentarza w Beniowej. Duży i czytelny znak informował rowerzystów, że nie dla nich dalsza droga. Trzeba było wracać po śladach na dół. Pani w okienku nie miała najświeższych informacji drogowych.
DSC00210.JPG . DSC00212.JPG . DSC00221.JPG . DSC00218.JPG



Odpowiedz z cytatem