Moje refleksje:
1. Byłaś w moim ulubionym miejscu, widziałaś najpiękniejszą dolinę świata: dolinę Krywego.
2. Łaziłem tamtędy latem też z czworonożnym przyjacielem - jamnikiem Bąblem (już nie żyjącym, w czerwcu ub. roku zjadły go wilki). Pamiętam, jak w 1999 r. Kia była jeszcze szczeniaczkiem, a "wychowywał" ją właśnie jamnik Bąbel. Jak każdy jamnik był b. zazdrosny - gryzł Kię, gdy ktoś ją pogłaskał.
3. Chodzenie po Bieszczadach samemu... No cóż, jak się nie ma z kim ? Większość osób z naszego codziennego otoczenia to turystyczni lenie. Moja żona i córka też. Dojechać gdzieś samochodem, popatrzeć - czemu nie. Ale włóczyć się po kilkanaście i więcej km ? Któż to widział ? Zejdzie z buzi makijaż, można dostać odcisków, komary lub muchy pogryzą ... Koledzy też są leniwi - najlepiej przejść się tylko ok. 5 km, a potem zasiąść do browaru.
4. Kogo się bać: ludzi czy zwierząt ? Pytanie łatwe. Odpowiedź brzmi: jeśli chodzi o niebezpieczeństwo ze strony ludzi, to Bieszczady są na pewno bezpieczniejsze niż Warszawa, zwłaszcza po zmierzchu. Przekonałem się o tym niedawno osobiście. Dotyczy to pewnie też Krakowa i in. większych miast.

Pozdrawiam i dzięki za relację z pobytu.