Granica nie zajęła dużo czasu i wkrótce oko w oko przed nami pojawiła się największa regionalna atrakcja, czyli coś co kiedyś było drogą,
a obecnie przez miejscowych nazywane jest okopami.
Leje po wybuchach bomb łagodnie kołysały nas w drodze do Chyrowa, aż tu nagle tuż za Starzawą coś niesamowitego, gładki asfalt bez dziur.
Miejscowe auta snuły się pomalutku jakby nadal nie wierząc w to co się stało.
Najbardziej dziurawe miasto w Galicji czyli Chyrów powitała nas padającą mżawką przy temperaturze której spodobało się zejść poniżej kreski.
Nic to. Zajeżdżamy pod cmentarz i wyciągam wydrukowany opis aby poinstruować wszystkich co mamy szukać
Anyczka20 napisała :
Od żółtej kapliczki idzie się prosto a potem się skręca w prawo, grobowiec jest gdzieś pod drzewem, taki zwykły mały biały cementowy
Przed nami cmentarz .

.
Po lewej kaplica grobowa ojców Jezuitów z pobliskiego konwiktu w kolorze lila-róż, a na prawo , troszkę dalej kaplica cmentarna w kolorze szarego tynku.
O jaką żółtą kapliczkę chodziło ? może została przemalowana ?
Na cmentarzu sporo wyciętych drzew, przedzieramy się przez zamoczone deszczem zarośla, ale bezskutecznie.
Nie udało się odnaleźć, tego grobu. No cóż , zapalamy kilka zniczy. Przy okazji odnajdujemy inne "charakterstyczne" groby , np obrońców Chyrowa z 1919 roku, albo w rogu niego w głębi na których powiewa flaga czerwono-czarna. Ja wiem co to oznaczają te kolory.