W Rakowicach na terenie kopalni odkrywamy żwirownie pełna sympatycznych jeziorek. Zaczynamy wiec juz snuc plany o powrocie latem w to miejsce, wydające sie byc bardzo dogodne pod namiot, na ognisko czy nocne kąpiele :) Acz zapewne latem nie jest tu tak pusto i cicho jak teraz gdzie tylko wiatr szumi w zwiędłych trawach, chlupocze woda i czasem odezwie sie jakis zabłąkany ptak.
Następnie w przygasającym juz słoncu odwiedzamy:
pałac w Ocicach
Opuszczony koscioł w Ocicach- mający szczelnie zabetonowane i oszlifowane wszelkie otwory- ktoś musiał sobie zadać kupe trudu aby to zrobic. no i wszystko wskazuje ze prędzej mu sie dach zawali, niz ktoś bedzie miał okazje zajrzec do srodka- chocby przez okno lub dziurke od klucza...
W Gościszowie dawny kościół obecnie zamieszkuje stadko kokoszek
Kawałek dalej, na zboczu górki znajdujemy jeszcze jedne ruiny- jakby pałacu
Kościól w Kotliskach oglądamy juz po zmroku
Podobnie jak wyrobiska kopalni Nowy Ląd, opatrzone odpowiednim znakiem- jakby ktos sie zdecydowal zjezdzac do kamieniołomu najkrotsza droga
W sobote wita nas piekny, sloneczny acz mrozny poranek. Po calym Marczowie snuje sie mieszanina porannych mgieł i dymów, bujnie wyrzucanych przez wszystkie okoliczne kominy domostw, dymy pachnace wszystkim od drewna i siana po gumę i rozpuszczalnik
Mijamy dziś imponująca ruine koscioła ewangelickiego w Twardocicach, z ciekawą, rzeżbiona wewnatrz wieża. Zaglądamy także w kościelne podziemia, jednak walające sie bezładnie kości , resztki desek, przypuszczalnie z trumien jakoś nie zachecaja do dłuzszego zwiedzania.
Przy dawnej radiostacji nad Stanisławowem spotykamy sie z resztą ekipy- czyli Anią, Kubą, Kachną, Bożenką, Szymonem, Anią i Jasiem i razem sobie wędrujemy dalej.
Odwiedzamy chatkę Marianówka- dziś, o dziwo mimo długiego weekendu jest zamknięta. Trzeba tu bedzie niebawem wrócic i w chatce zrobic jakis zlocik albo co :)
Dalej gubimy część uczestników wycieczki, potem gubimy drogę tzn idziemy w przeciwna strone niz początkowo planowalismy, wiec łazimy sobie gdzies po lasach w okolicach górki Kościelna kolo Stanisławowa
Mijamy resztki pieców ukryte po lasach, zespół dworski w Leszczynie i pokopalniane tereny zwane "Ciche Szczęscie"- gdzie wyznakowano sciezke dydaktyczna - więcej tam jest tabliczek z opisami niż jakichkolwiek rzeczy do ogladania. Np. napis z tabliczki "Tu gdzie stoimy była sztolnia ale jest zasypana"
Gdzies w rejonie pagórków Widawa albo Olszana rozkładamy sie pod amboną i zjadamy obiad. Zapomniałam zabrac termosu wiec kazda herbate musze sobie zagrzac na butli. Ma to swoje plusy bo przy okzaji mozna zrobic zupke :)
Wiczorem impreza w Marczowie, spiewy i degustacje trunków wszelakich
Wszystko pod czujnym okiem żaby
![]()
























Odpowiedz z cytatem