Rano leje, a my suniemy w stronę Nowoazowska. Planujemy spać w tym miasteczku więc ruszamy na poszukiwanie noclegu. Hotelik jest ,ale nieczynny. W zakladzie fryzjerskim polecaja nam jakiś przydrozny motel w dzielnicy zwanej Priczał. Postanawiamy zapytac o to miejsce jakiegos taksowkarza. W koncu znajduje jednego- ma ciemna kaukaska urode, płaski bokserski nos i ręce cale w sznytach. O Priczale nigdy nie slyszal. Wogole koles nie jest zbyt skory do rozmowy i jakos dziwnie na mnie łypie. Więc i ja nie kontynuuje rozmowy. Napiernicza deszczem coraz mocniej. Myslimy, zeby jechac dalej, do Siedowa i tam szukac noclegu. Autobus tam dziś jedzie, ale już nie wraca.. Więc jak nic nie znajdziemy to dupa i spimy na plazy w deszczu bez namiotu.. Postanawiamy w koncu jechac do Siedowa taksowka, może taksiarz cos pomoze znalezc. Ale szukamy innej taksowki Trafiamy na milego starszego goscia, który obiecuje nas zawiesć do Jury, swojego znajomego. Stara łada rusza z kopyta przywalajac z impetem podwoziem w jakas dziure..No to koniec jazdy -sobie mysle.. ale łada ochoczo sunie dalej. Siedze z przodu, więc z przyzwyczajenia siegam po pas, a taksowkarz usmiecha się tajemniczo.. Odkrywam, ze nie mam gdzie owego pasa przypiac, już wiem skad ten usmiech, odwieszam pas...

Jura jest bardzo zaskoczony najazdem turystow- jeszcze o tak dziwnej porze roku, ale zaraz sprawnie odgruzowuje nam pokoik.






Zrzucamy plecaki, bierzemy kurtki i mimo deszczu postanawiamy obejrzec miejscowosc. Ubieram moją pelerynke w barwach maskujacych, co Jura kwituje stwierdzeniem: „Teraz to nie tylko deszcz ale i wojna ci nie straszna!”.
Krążymy po wymarłej wiosce, ciesząc się niezmiernie, ze taksiarz nam pomogl znalezc nocleg, bo wszystko opustoszale i zamkniete na glucho. Widac knajpy, pensjonaty, ogrodki piwne..



Myslimy sobie - „Niet siezona” a latem to pewnie wszystko tętni zyciem. Z braku knajpy zaopatrujemy się w sklepie i zjadamy suchy prowiant na rybackim kawalku plazy. Na brzegu powciagane łódki, stare baraki, miejsca do cumowania łódek z pogiętej, podzewiałej blachy falistej. Nie siedzimy jednak dlugo, wywiewa nas lodowaty wiatr..



Wracamy do wioski. Niebo się troche rozchmurza, w gasnacym sloncu spacerujemy deptakiem opustoszałego kurortu. W jednym z zadaszonych ogrodkow piwnych konsumujemy swoje zapasy. Gdzies obok to samo robia miejscowi.



Na drogach wszedzie woda, woda, dużo wody. W kałuzach wielkich jak jeziora odbija się slonce chylacego się do snu dnia.



Wracamy do Jury. Wspolnie wypijamy herbate i domowe mlode wino z ogromnej butelki. Po powierzchni wina cos plywa, w konsystencji wyglada jak meduza lub hodowany przez moich rodziców grzybek zwany „kombucha”. Wino jest pyszne, kwaskowate, przypomina troche trunek z delty Dunaju zwany „nowak”. Wypijamy po trzy stakańczyki, bo jak twierdzi Jura: „Boh liubit trojku”. Jura narzeka na dzisiejsze życie. W Siedowym za sajuza był kombinat rybny, kołchoz, teraz wszystko zamkniete. Trawa zarasta dawne maszyny, których jeszcze nie zdążyli rozkraść. Jura, chyba jako jeden z niewielu napotkanych przez nas ludzi na wschodniej Ukrainie, jest zwolennikiem i entuzjastą Unii Europejskiej. Bardzo by chcial aby Ukraina mogla się przyłaczyc. Motywuje to stwierdzeniem- „Był sajuz było dobrze- rozpadl sie- jest źle. Trzeba nam nowego sajuza!”
Opowiada tez, ze w Azowskim morzu już prawie nie ma ryb. Zorganizowane mafie kłusowników wszystko wyłowiły, znając rybie siedliska, kryjówki i tarliska. Drobnych kłusowników, takich jak on, goni i policja, i mafia. Ale ludzie jeść muszą. Wędkuja po kryjomu, zimą chodza daleko w morze, nieraz kilka kilometrów i łowia spod lodu malutkie rybki, mniejsze dużo od byczka. Ot, takie jak Jura ma dziś na obiad.



Pracy w Siedowie nie ma. Czy można dorobic na turystach? Cale wybrzeze jest obudowane pensjonatami. Potencjalny turysta przyjezdzajacy na kwatere nie ma nawet gdzie się wykąpac w morzu. Czasem wpadnie do Jury jakiś znajomy z Donbasu, posiedzi, pogada, napije się. Ale od znajomego to az glupio brac pieniadze...Obcy raczej tu nie wpadają..
Pensjonaty byly zakładowe, z hut i kombinatów Donbasu. Dawniej wypoczywaly tu tłumy. Były darmowe wczasy nad Azowem to się jechalo tu, a nie gdzie indziej. Za niepodleglej Ukrainy część obiektów się sprywatyzowala. Duza część nie wytrzymała konkurencji z Krymem. Kurortowe Siedowe zaczęło pustoszeć. Miejscowość ostatecznie dobił ostatni sezon. Wiosna ogłosili epidemie cholery- zakaz kąpieli w morzu, zakaz jedzenia ryb, zakaz picia nieprzegotowanej wody, media odradzały przebywanie w tym rejonie, grupowanie się ludzi. Nie przyjechał więc Donbas, nie przyjechała Rosja, nie przyjechał nawet Rostów nad Donem. Latem otwarly się dwa pensjonaty, dwa z kilkudziesieciu. Nie otwarly się knajpy. Cholery już nie ma. Opinia i sława zostały. Pólnocny Azow= cholera- o tym już wie kazdy na Ukrainie. Wioska stracila jedyne źródło utrzymania.
Jak będzie za rok? O tym nikt teraz nie mysli. Kazdy mysli jak przetrwac zime, zdobyc opał.
Zwykle zarabiali na to latem, ale to lato było inne. Na kazdym pensjonacie kartka: „sprzedam lub wynajme”. Ceny polecialy na łeb. Można kupic pensjonat za bezcen. Tylko po co, skoro trzeba pilnie naprawic dach a prawdopodobnie nikt do niego za rok nie przyjedzie?

Jura narzeka na mlodych, ze albo za granice uciekaja i zapominaja o rodzinie, albo wódke chleja za renty dziadków.
Ludzie obecnie nie hodują tu zwierzat. Ponoc nie ma gdzie wypasac, ziarno drogie..Oddali, sprzedali, zjedli cała chudobę. Uznali, ze łatwiej doić rosyjskich turystów niż krowe. Teraz nie ma ani turystów ani krowy.

Cały czas widze w oczach Jury zdziwienie i pytanie..Po co? Dlaczego po sezonie? Rostów nie przyjechal, Donieck nie przyjechal – a przyjechała Oława? Do niego na kwatere prawie 2 tys kilometrów? Dlaczego nie siedzimy latem na Krymie tylko łazimy w zimnym ulewnym deszczu wsrod opuszczonych pensjonatów? Drugiego dnia na Jurę spływa oświecenie- stwierdza , ze on już wie! My nie turysci- my na pewno piszemy ksiazke! Nie pomagają wyjasnienia. On tez już nie pyta.. Tylko jeszcze bardziej ochoczo opowiada o rejonie i prosi aby to wszystko opisac: „Niech swiat się dowie o nas i naszej wiosce! Niech swiat się dowie o Siedowie.”

Jura ma kota. Przyplątał się wiosną. Zabiedzony kociak, z jednym oczkiem. Przygarnął go, odkarmił. Miał być Nelson, ale okazało się , ze to kotka- została Nelka



Codziennie Jura nam opowiada dokladnie co mowili w telewizji- to o aresztowaniu i procesie Julii, to o bandytach z Odessy, to o kolejnej pokątnej prywatyzji..

Jura twierdzi, ze ma 70 lat- jak dla nas wygladal góra na 50.. Albo znalazl gdzies na stepie źródło mlodosci albo trzeba codziennie wcinac azowskie rybki, zeby się tak swietnie zakonserwować.



Oprócz normalnej sławojki kibelek jest tez w domu. Sprytny gospodarz wygospodarowal za zaslonka część kuchni na potrzeby kibelkowo- lazienkowe. Siedzac w kibelku można czynnie uczestniczyc w biesiadzie za stolem