hmmm...może i wszystko jest jasne, klarowne, wytłumaczone tj. pomalowane = złe.
może i to jest prawda, może masz rację Miejscowy, może to jest właściwe myślenie i może ja sama chciałabym tak myśleć. tyko, że...kiedy patrzę na ruiny cerkwi to nic nie poradzę na to, że bazgroły bolą mnie bardziej.
Jeśli jestem w kościele, obojętnie - zabytkowym czy nie, jesli się modlę lub tylko po prostu jestem, to mała tabliczka gdzieś z boku na ścianie ze strzałką i napisem „do wyjścia” nie przeszkadza mi w tym, nie boli i nie rani moich uczuć religijnych tak jak zrobiłby to napis czarną farbą w nawie głównej np o treści „Tu byłem wczoraj – Zenek”.
Jeśli staję przed pięknym obrazem to mały znaczek z boku, gdzieś na ramie o treści np. „zakaz fotografowania” nie przeszkadza mi w tym, żeby skupić się na obrazie. Nasmarowane po przekątnej obrazu krzywymi literami „Tu byłem dwa dni temu – Zenek” spowodowałoby, że obrazu nie mogłabym oglądać wcale.
Jeśli wypożyczam książkę z biblioteki to do wściekłości doprowadza mnie nie pieczątka tejże biblioteki (chociaż nie uważam, że dodaje książce uroku) ale powyrywane albo podarte kartki i głupkowate wpisy "czytelników".
Czy widzę różnicę między znakiem ścieżki a bazgrołem? Tak. Widzę.
Skoro ogólnie wiadomo kto zostawił znak ścieżki – ten kto wytyczył i znakował ścieżkę, skoro wiadomo również kto się musiał na to zgodzić, aby odbyło się to zgodnie z prawem - to każdy kto uważa, że ten znaczek szpeci i nie powinien tam być, ma możliwość – myślę, że skutecznego – zaprotestowania. Trzeba tylko troszkę wysiłku - czego Miejscowy jest najlepszym dowodem. Są adresaci, którym można przedstawić argumentację przeciwko tym znakom akurat w tych miejscach. Założeniem wytyczenia ścieżki jest chyba to aby pokazywała walory terenu. Nie sądzę więc aby założeniem wytyczających ścieżkę było działanie wbrew temu założeniu. Nie zakładam więc złych intencji, traktuję to jako "błąd w sztuce".
Inaczej jest w przypadku bazgroła na ścianie. Najczęściej nie ma możliwości ustalenia kto nabazgrolił, więc nie ma możliwości zwrócenia się do tego kogoś z zapytaniem – dlaczego człowieku zapaskudziłeś swoim przerośniętym ego przestrzeń należącą do nas wszystkich, a przynajmniej nie należącą tylko do ciebie? Nie ma więc możliwości zwrócenia się do tego kogoś, aby jednak usunął swój bazgroł. Chociaż – gdybyśmy nawet tego przykładowego Zenka co bazgroli na ścianach ustalili – to i tak zaśmiałby się nam w nos i stwierdził, że i tak będzie bazgrolił i tak, a my musimy to znosić, czy nam się to podoba czy nie.
Pomijam tutaj fakt, że nawet jeśli jesteśmy świadkami „gorącego uczynku” tj widzimy, że ktoś bazgrze to jest w nas naturalny strach przed zwróceniem takiej obcej-nieznajomej osobie uwagi.
Tak w tle - odnośnie malowania po ścianach - przewinął się też motyw napisów z "tamtych lat". Analogia to jakaś miała być? Do czego? Ze to całe bazgranie po ścianach cerkwi to jest po prostu podziemna walka ze znakami ścieżek? Ale z czym walczą bazgrzący po przystankach? Z rozkładem jazdy? A ci bazgrzący w chatkach? Z czym? Aaaaa kojarzę już – z brakiem zeszytów do bazgrania…
A poza tym…tak podejrzewam…za wszystkim jak zwykle czai się słowo-klucz tj. KLIMATYCZNIE
A jak tępić?
Najbardziej skutecznie? Moim zdaniem - wyraźnie wyartykułowanym NIE – bez puszczania oka i tłumaczenia bazgrania.
Rozumiem, że ktoś ma gdzieś akurat moje zdanie w tym względzie, rozumiem, że jeśli pewne rzeczy wytyka nam ktoś z kim nam nie po drodze to możemy się na to wypiąć, wystawić język i na złość robić to dalej – dziecinne ale ludzkie. Ale jeśli to samo zachowanie potępią przyjaciele, współtowarzysze wędrówek, znajomi, to jestem pewna, że efekt będzie ogromny. Co innego czytać wypociny kogoś nieznajomego na jakimś forum a co innego usłyszeć „nie rób tego, to głupie” od kogoś, kto z nami wędruje do tej cerkwi albo np. nocuje razem w tej chatce, którą zamierzamy obsmarować. Absolutnie nie chodzi mi o to, żeby kogoś skreślać, linczować czy negować fajne rzeczy, które ktoś robi. Chodzi mi o uzmysłowienie takiej osobie, że bazgrolenie po ścianach – oprócz zaspokojenia ego tej osoby - nikomu (oprócz potomnych – chociaż nie można chyba decydować za potomnych co mają o tym myśleć, bo genu wandalizmu chyba się nie dziedziczy więc możliwe, że potomni zamiast cieszyć również będą się wstydzić ) żadnej radości nie przynosi, a raczej powoduje ból zębów (od zaciskania szczęk ze złości i bezsilności).
Tak mimochodem, na koniec tylko wspomnę, że akurat „paciana, ryta, malowana lub bazgrolona twórczość” została wnikliwie przeanalizowana, oceniona i odpowiednio doceniona przez twórców odpowiednich kodeksów. Nie tylko można więc zostawić ślad po sobie dla potomnych na ścianie ale także w odpowiednich rejestrach…to dopiero byłaby pamiątka! więc śmiało - zgłaszajcie swoje "dzieła" sami, bo jak już napisałam - namierzenie bazgrzących i udowodnienie im bazgrania jest raczej niemożliwe.
* postać Zenka jest absolutnie fikcyjna i wszelkie podobieństwo do realnych osób jest niezamierzone i przypadkowe
to tyle moich gryzmołów na ścianie forumowej w tej kwestii :)


Odpowiedz z cytatem