Z tego co słyszałem zmiana ta ma nie dotyczyć przewodników górskich (beskidzkich, tatrzańskich, sudeckich). Ostatnie zmiany w zakresie uprawnień, tj. zdawanie na całe Beskidy są krokiem wstecz - jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Dodatkowo, taka zmiana spowoduje obniżenie poziomu wiedzy, jaką przewodnik musi posiadać o danym terenie - z własnego doświadczenia wiem, że nie da się nauczyć za jednym zamachem trzech terenów uprawnień (tj. beskidy wschodnie oraz beskidy zachodnie cz. wschodnia i zachodnia) na takim poziomie jak dawniej zdawało się na jeden teren uprawnień. Taka forma była logiczna, przewodnik specjalizował się w jednym (już rozległym) terenie, po czym jeśli chciał się rozwijać, douczać, pracować mógł rozszerzyć uprawnienia. To samo tyczy się klas przewodnickich, które w obecnym brzmieniu ustawy nie znaczą nic... Opowieści o zbyt wysokim poziomie egzaminów są bzdurą, a wszystko to co teraz się dzieje zmierza do zrównania przewodników i pilotów. Jako przewodnik osobiście uważam, że dla osoby która jest pasjonatem i pretenduje do bycia przewodnikiem egzamin przewodnicki jest czystą formalnością. Basiu opowieści o komisji egzaminacyjnej z pewnego terenu są ciekawie bardzo podobne do opowieści o innych komisjach z innych terenów. Opowieści te zostały zresztą pewnie wykute przez niezadowolone osoby, które nie zdały egzaminu - bo to oczywiste, że to nie ich wina tylko komisji egzaminacyjnej! Tak jak na studiach, nie uczyłem się...ale to i tak wina tego durnego profesora, on się czepia! :) Pozdrawiam :)


Odpowiedz z cytatem