A ja mam inne zdanie, które już zresztą gdzieś wyartykułowałam - od przewodnika nie powinno się wymagać szczegółowej wiedzy krajoznawczej, gdyż jak jedzie coś konkretnego prowadzić - to i tak się przygotuje z danej trasy czy miejsca.
Za to powinno się wymagać tego o czym pisze Marcin - umiejętności nie zgubienia się w górach, bez pomocy jakichkolwiek szlaków.
Przewodnik górski powinien dać sobie radę w każdych górach, nawet w takich, w których jest pierwszy raz, pod warunkiem ze ma dobrą mapę (bez GPS, chociaż później w praktyce może go używać, ale na egzaminie - nie powinien)
Jedyny podział jaki powinien być (ewentualnie klasa, jak zwał to zwał) - to to że ten przewodnik najniższej klasy powinien radzić sobie równie dobrze w Bieszczadach, w Beskidzie Śląskim, w Karkonoszach czy w Gorganach, zaś ci o wyższej specjalizacji - w terenie, gdzie "klient" może wymagać asekuracji - np. na Rysach czy Orlej Perci. Kolejna "klasa" to byłaby umiejętność prowadzenia w zimie po górach typu alpejskiego i po lodowcach.
Dodatkowo można by zdawać egzaminy "specjalizacyjne" - np. z przyrody, z prowadzenia grup niepełnosprawnych, z geologii czy innych. Każdy taki egzamin dawałby dodatkowy "dyplom", którym można by się było chwalić w CV.
Taki system panuje np. we Francji czy innych krajach, tam zupełnie nie ma regionalizacji (a gór jest bez porównania więcej niż u nas).
No niestety jak na razie u nas zupełnie nie ma zapotrzebowania na tego typu przewodnictwo.



Odpowiedz z cytatem