@Jimi wbrew pozorom jeśli chodzi o orientację w terenie (dotyczy oczywiście chodzenia bez zwracania uwagi na szlaki, cały czas tylko o tym piszę) to Bieszczady (część połoninna) różnią się dość zasadniczo od swojej części zachodniej (rejon Chryszczatej) oraz Beskidu Niskiego, a te z kolei różnią się od Gorców.
Oczywiście nie są to jakieś różnice ogromne, ale każde góry są jednak inne - i to mi się najbardziej podoba .

Co mam na myśli pisząc "dać sobie radę".

A mianowicie to że jeżeli wychodzę z Komańczy i chcę dotrzeć do Smolnika - to tam po w miarę rozsądnym czasie docieram, jednocześnie starając się w każdym momencie wiedzieć "w którym miejscu mapy" się znajduję.
Takie umiejętności nie są potrzebne na co dzień, ale przydają się w sytuacjach kryzysowych, dlatego "naszych" kursantów ciągamy po takich różnych dziwnych miejscach, aby w trakcie kursu się nauczyli orientacji w terenie.
Rację ma Marcin pisząc, że są to umiejętności w pewnym stopniu wrodzone, ale można je doskonalić.

@Jimi - jeżeli przewodnik miałby pełnić tylko funkcję informacyjną - to wtedy żadne uprawnienia nie są potrzebne. To, że ktoś nagada wycieczce głupot w niczym jej nie zaszkodzi. Natomiast już niewłaściwa tzw. metodyka i np. zgubienie uczestnika na trasie może przynieść fatalne skutki.

Dlatego dla mnie na kursach mniej ważne jest przekazywanie wiadomości (których się kursant do egzaminu nauczy, a potem zapomni) a bardziej ważne umiejętności metodyczne, terenoznawstwo, pierwsza pomoc czy ratownictwo.

Co do tego co wycieczka uważa, że jest "na miejscu".
Ja mam uprawnienia na cale Beskidy oraz Tatry (oraz województwo Ślaskie) w sumie zdawałam 5 egzaminów praktycznych, w terenie, bo dawniej te uprawnienia na Beskidy zdobywało się stopniowo, nie za jednym razem.
Niemniej jak mnie ktoś z wycieczki zechce "zagiąć" to bez trudu mnie "zagnie" pytając np. o pojemność w m3 zbiornika Solińskiego [na prawdę raz ktoś z wycieczki mnie o coś takiego zapytał, byliśmy akurat w skansenie w Zubrzycy Górnej na Orawie !]. Przewodnik nie jest robotem ani omnibusem i nigdy nie umie wszystkiego. Wtedy ja mówię grzecznie, że nie wiem ale sprawdzę i np. dyskretnie wysyłam SMS do kolegi lub do syna aby mi sprawdził w Internecie. Taks samo robiłam kiedy mnie ktoś z wycieczki pytał o skomplikowane sprawy dotyczące obrządku unickiego, wysyłałam SMS do kolegi, który się specjalizuje w tej dziedzinie.
Ten właśnie kolega jest chyba autorem takiego powiedzonka że "przewodnik powinien umieć wiele w wybranej dziedzinie i coś w szerokiej dziedzinie" (ale jakoś ładniej to ujął).