Szkolenie SKPB przeszedłem prawie w całości. Przerwałem, gdyż życie zmusiło mnie do 'emigracji' w Sudety. Tu obecnie jestem na kursie przewodnickim, ale organizowanym przez PTTK. Mam zatem okazję poznać dwa typy podejścia do szkolenia przewodników. Proste porównanie przeciętnego kursanta SKPB i PTTK wypada na korzyść tego pierwszego - niestety:/ Zdolność do planowania drogi, jej wyszukiwania w terenie i jeszcze do tego umiejętność opanowania grupy, sterowania nią i przekazywania jej wiedzy - to wszystko posiada on w stopniu wyższym. Umiejętności 'pilota' też ma lepsze - organizowanie wejść, przejazdów, noclegów, planowanie tras wielodniowych z worem na plecach. Przewodnicy szkoleni w PTTK będą być może lepsi w gadanych autokarówkach typu 'Książ i jakiś kościół po drodze'. Szkolenie nastawione na prowadzenie grupy i jej zabezpieczanie w PTTK chyba nie jest priorytetem:P Liczy się historia, architektura, herby, anegdota, czyli znajomość warstwy kulturowej terenu bez topografii. Zaznaczam jednak, że to obserwacje, które nie upoważniają do uogólnień, ani do stwierdzenia, że skoro PTTK źle szkoli to do kubła z tym. Nie znam wielu środowisk, wielu oddziałów pttk, SKPS-u itd. Poza tym - kilka latek praktyki zapewne wyrównuje te różnice pomiędzy uczestnikami różnych szkoleń.
Moim zdaniem bez szkolenia takiego czy innego, każdy, kto się weźmie za 'przewodniczenie', ma wielką szansę wygubić grupę nawet w miernych górkach, a przynajmniej nagadać jej bzdur. Jest zbiór żelaznych reguł przewodnickich i ich znajomość oraz umiejętność stosowania w praktyce, to właśnie sedno zawodu przewodnika. To jest bowiem zawód. Praca z ludźmi. Odpowiedzialna praca, a nie opowiadanie kawałów. Twierdzenie, że nie trzeba wymagać do jego wykonywania świadectwa kwalifikacji jest co najmniej dziwne. Czy pozwalamy organizować turystykę (biura podróży) niedyplomowanym organizatorom? Nie. Czemu przewodnik ma być zwolniony z obowiązku szkolenia? Ponadto jest tak, że np w oddziałach PTTK obowiązuje aktywnych przewodników ustawiczne szkolenie. Organizuje się je, sprawdza obecności, naciska na ludzi, żeby się szkolili. Osoba działająca samopas, poza środowiskiem przewodnickim, czasem szybko nabiera złych nawyków. Takie przypadki są i przeczą twierdzeniu, że wolny rynek wykasuje kiepszczaków, a zostawi najlepszych. Bzdura i nie wierzmy w nią. Zwłaszcza dotyczy to przewodników górskich, ale nie tylko.
Dla mnie nawoływania do zniszczenia zawodu przewodnika poprzez wpuszczenie do niego osób przypadkowych i bez elementarnej wiedzy weryfikowanej jakimś egzaminem, jest wyrazem braku namysłu nad sprawą. Dla celów wizerunkowych jacyś politycy gmerają, gdzie nie powinni.
Rejonizacja uprawnień powinna być utrzymana, jednak bez zakazu prowadzenia grup w 'obcym' terenie. Czyli - klient widzi blachę 'Przewodnik sudecki' w Zakopanem, to pewnie, raczej, wybierze tego obok z blachą 'tatrzańską'. Ale...zawsze można przywlec na Krupówki grupę z Lwówka i poprowadzić bezpiecznie z inną blachą na klacie. Z natury rzeczy większość przewodników będzie pracowała w rejonie swoich uprawnień - skoro zarobek jest pod domem, po co mam jeździć trzy województwa dalej?
Jedyne co bym zmienił, to system szkolenia. Ale to inna pieśń...
Pozdrawiam,
D.