W średniowieczu aby zostać wyzwolonym na mistrza trzeba było przejść:
- okres bycia uczniem u mistrza, co trzeba było opłacić
- następnie zdać egzamin czeladniczy przed komisją cechową
- po tym pracować jako czeladnik za marne grosze
- by zostać dopuszczonym przez swego mistrza do egzaminu cechowego
Ale nie zawsze czeladnik mimo wypracowania swojego czasu został mistrzem cechowym bo mistrz stwierdził że czeladnik jest lepszy niż on sam i mu przejmie interesantów, ewentualnie cech w danym mieście miał wystarczająco dużo ludzi aby obsłużyć dany obszar i nie chciał więcej widzieć we własnym uprzywilejowanym gronie. I tego typu przykłady można mnożyć. Co więc robił czeladnik aby być na swoim? Szedł do innego grodu aby próbować szczęścia u innego mistrza. Bywali też czeladnicy którzy byli bardziej obrotni i mieli dość ciągłego użerania się z cechem zakładali własną działalność na podgrodziu. Partaczyli, znaczy się psuli interes cechowi, bo ich robota bywała (nie zawsze była) lepsza niż cechowych. Partaczy cech próbował niszczyć, ale zdarzało się że znalazł się możny protektor i mieli więcej roboty niż grodowi.
Tak też uważam że, jest dzisiejszymi organizacjami przewodnickimi. Szkolenie jest potrzebne. Ale czy zdanie egzaminu dostarczy dobrego fachowca od prowadzenia grupy?
Od przewodnika który prowadzi klientów po górach chciałbym poczucia bezpieczeństwa.
Od oprowadzacza wycieczek po mieście znajomości tego miasta i jego historii.
A od przewodnika autokarowego dobrej znajomości topografii danego terenu.
Zaś od wszystkich tych kategorii wytrzymałości psychicznej i fizycznej oraz dobrego humoru i nie wciskania
bałachów bo uczestnicy wycieczki też potrafią myśleć.![]()


Odpowiedz z cytatem