Wstajemy ciemna noca, o czwartej.. Podwozi nas mily taksowkarz, który przeprowadzil się do Umania ze wschodu, ze Słowianska. Cieszy się, ze byliśmy w jego rodzinnym miescie. Twierdzi, ze na srodkowej Ukraine żyje się lepiej- no i to swieze powietrze! Za najbardziej zadymione miasto uwaza Krasnoarmiejsk- szkoda zesmy tam nie pojechali!
Dworzec wita nas zamknietą poczekalnią. Wokół zimna noc, wszędzie szron a po peronach włóczy się głodny kot, dla którego nie mamy nic do jedzenia.. Toperz daje mu tabletke neoangin z szałwią (kot kaszle) ale niestety nią wzgardza. Żeby nie zamarznąć gotujemy sobie na butli herbatke
Pakujemy się do elektriczki, w której wcale nie jest cieplej. Jest za to prowadnica , która się bardzo panoszy. Jest to elektriczka „podwyzszonego komfortu”. Charakteryzuje się miękkimi siedzeniami , na której drętwieje kuper, zamykanym kiblem i brakiem babuszek sprzedających pierożki.. Normalnie komfort jak szlag!
W Czerkasach nie ma miejsca w komnatach tzn beda po 18. Zostawiamy plecaki w pokoju, babka ukrywa je za łóżkiem, szczelnie opatulając zasłoną bo nie wolno im przechowywac bagazu. Cieszy się, ze zostawilismy plecaki, gdyż to dowod, ze wrocimy tu spac. Normalna przechowalnia bagazu w Czerkasach jest zautomatyzowana. Jest cala sciana skrzynek na kluczyk, ale do zadnej nie wejdzie nawet pół plecaka. Jak zaobserwowalismy skrzynki wyją od czasu do czasu jak się do nich cos wklada lub wyjmuje. Tak.... Nie ma jak technika „w domu i oborze”
Ruszamy więc na miasto tzn. do najblizszej knajpy. Właśnie spozywamy soliankę, gdy podchodzi jakiś facet i patrząc na toperza pyta: „Sierioża?”. Widząc zdziwiony wzrok facet powtarza pytanie. Jest wyraznie speszony i zdenerwowany. Ze stolika obok jakiś facet kiwa ręką, ze to on jest Sierioża. Speszony facet podchodzi, przedstawia się ,przysiada się z boczku i wdaje w rozmowe sciszonym glosem. Wyglada na to, ze został umówiony z nieznajomymi w jakiejs sprawie i powiedziano mu, ze w tej knajpie będzie siedział Sierioza- facet z kucykiem. Sierioża robi wrazenie „komandira” wszyscy odnosza się do niego z szacunkiem. Wygląda to na jakieś spotkanie lokalnej mafii ;-) Aha, jeszcze wczesniej przy tamtym stoliku powyciagali jakieś bagnety i z zapalem dyskutowali o ich parametrach, numerach seryjnych, sprawdzali jak który „leży w ręce”
No to toperz był już mnichem, popem, Żydem a dziś został lokalnym mafiozem
Najedzeni opuszczamy knajpke a tu 30 metrow dalej jest druga, dużo fajniejsza! Taka klimatyczna, w dawnym stylu! Oprócz atmosfery charakteryzuje się pysznym zarciem: pielmieni w bulionie, pielmieni zapiekane w garnuszku z serem, pielmieni z masłem, rybki smażone, balsam siedem ziół.
Czlowiek by jadł, pił, jeszcze raz jadł az by pękł! Knajpa ma spore powodzenie, co chwile ktos wpada na obiad albo tylko na wódeczke.
Jestesmy tez swiadkami smutnej scenki. Jakas kobieta placze przed drzwiami. Druga, chyba jej siostra albo przyjaciolka, organizuje caly bankiet. Nakrywa stol, donosi jedzenie i picie. Pociesza placzacą mowiac, ze „plakac można tylko jak ktos umrze” oraz „do wieczora daleko znajdziemy ci jakieś mieszkanie”. Jest tez cos o sciaganiu długow, kimś w ciązy i prostytutkach.
Organizujaca spotkanie kobieta bierze nas początkwow za Amerykańcow. Poleca pyszny balsam. Obserwujemy, ze tu często setke pije się na dwa razy- zeby można było wzniesc dwa toasty! A na zapleczu skwiercza na patelni pierozki, bulgocze rosół w obitym garnku. Fajnie zjeść cos normalnego a nie mrożonki z mikrofali..
Obżarci po uszy wytaczamy się z knajpy. Bynajmniej „wytaczamy” nie jest spowodowane nadmiernym spozyciem trunkow, a raczej dlatego, ze przypominamy dwie kule, szczelnie wypelnione pierozkami. Włóczymy się po zagajnikach otaczających blokowiska tzn po tych częściach, które na planie miasta są znaczone rozlaną, biała plamą. Dużo tu ławeczek, miejsc biesiadnych i ogniskowych. Widac ludziska mają tu czas i lubią go spędzac na wzajemnej integracji. Wystepuje tu w okolicy zarówno chaszcz suchy rosnacy na piachach, jak również chaszcz mokry, o czym się niespodziewanie przekonuje gdy rozlega się „mlask” i grzęznę butem po kostke.. Niestety prawym.. Jak to jest- jeden but mam rozklejony, który szybko przemaka i zawsze właśnie nim muszę wpasc w wode.. Nigdy tym drugim! Czy tu tez dziala zasada podobna do spadania kromki na podloge zawsze masłem do dołu? ;-)
Znajdujemy ruiny niewykonczonych bloków. Widac, ze często gromadzi się tu mlodziez, w celach bardzo różnistych. U nas to by zaraz to zburzyli albo zamurowali.. A potem narzeka się, ze jest ujemny przyrost naturalny..;-) Zwraca uwage, ze w ruinach jest bardzo czysto. Nawet smieci zgrupowane są niektorych pomieszczeniach w worku.
Wracając wstepujemy do baru Aligator. Ma fajna altanke, teraz troche zimno, ale na lato rewelacja! W srodku siedzi jakas pseudo damulka, której przeszkadza, ze toperz za glosno siąka nos. Okazuje swoje oburzenie, ostentacyjnie odwraca się do nas tyłkiem i barmocząc cos o kulturze i wychowaniu, otacza się szczelna zasłona papierosowego dymu.
O 18 kwaterujemy się w komnatach. Mamy ladny widok z okna- cerkiew, wieza cisnien, stary napis „Czerkasy” porzucony na dachu. Niestety widac tez psujaca się pogode.. Chyba nam jutro doleje
![]()










Odpowiedz z cytatem