Niedaleko mostu wysiadam z auta, schodzę nad wodę i chwilę szukam Sanu. Płynie jakiś mikry strumyk, w zasadzie jeden wielki bród jak okiem sięgnąć... Ale to dobrze, to co może się wynurzyć dziś z pewnością będzie nad wodą.
Kawałek dalej widać wyraźnie, że San cofnął się do swojego pierwotnego koryta, płynie jak na starej mapie. A "zalew" to dziś pulchne błocko, na szczęście nie wciąga głębiej niż do kostek.
W pewnej chwili z wody wynurzają się zgrupowane w jednym miejscu grube pnie. Nie było takich wcześniej i nie będzie później. Przez chwilę ogarnia mnie podniecenie odkrywcy, ale natychmiast przychodzi otrzeźwienie. To nie to, do klasztoru jeszcze kawałek.
Wreszcie wychodzę na miejsce, gdzie trzeba zacząć rozglądać się za ruinami. Ale nie ma po co, płasko i równo jak od walca. Żadnych ruin, żadnych podmurówek choćby, nic. Wody zalewu nie skrywają w tym miejscu niczego ciekawego.
Nic? Zaraz zaraz, coś ciekawego jednak tu jest
![]()






Odpowiedz z cytatem