My Polacy lubimy pamiętać i gloryfikować sytuacje kiedy na własne życzenie dostawaliśmy w dupe.
Kto jeździł na konikach swoje porządki zaprowadzać w okolicach Zbarażu i Kijowa?
Słyszał kto w tamtych czasach o Ukraińcach w okolicach Łodzi, Warszawy?
Polska się szczyciła, że jest "od morza do morza". tylko czyjego morza?

Chciałbym, aby Polacy, czyli my, tak serdecznie się odnosili do Ukraińców, kiedy Oni tu do nas przyjeżdżają, jak Oni do nas, kiedy my tam.
Mowa tu nie o politykach, ale o zwykłych ludziach, w wioskach takich jak Rozłucz, Turka , Libuchora.
Rosjanie, Niemcy, robią pod kamerę. A jak nas naprawdę i gdzie by nas widzieli, to mogłem odczuć kiedy pracowałem w Dojczland. 5 lat. Z własnej woli. 20 lat temu.
Na Ukrainie bywam w czasach bardziej współczesnych. Rozmawiałem z ludzmi, prostymi ludźmi z wiosek, bo takich cenie sobie najbardziej, o wszystkim, o historii też.

Kończyło się zazwyczaj: było, minęło...
Patrzmy bardziej na przyszłość naszych dzieci, niż na naszych Dziadów... Z całym Szacunkiem oczywiście.