Ciekawe, jakoś coraz częściej się nam to w górach przytrafia – taki stan: iść, iść, iść – nagle paść i spać.
Zachwyt wyrażony przez częściową nieobecność – zawsze to jakaś odmiana od dumnych napisów – „tu byłem”.

Błogostan nigdy nie trwa wiecznie.
Jak przystało na dzikie zwierzę w górskiej trawie wypoczywające, z lekka wybudzone zbliżającym się nowym dźwiękiem, okiem wyławiamy z krajobrazu dwie młode parki /ale nie te, co nić losu tkają/ ostro kroczące holicostradą gdzieś z dolnych rejonów i wesoło, tudzież głośno szczebioczące. Wizualnie /odzieżowo/ wysyłali jasny przekaz, że są morowymi chłopakami i wczesnymi Dodami. Dziarsko dzierżąc pod paszką flaszkę, pomykali inaczej niż nasza karawana, jakoś tak bardziej w siebie niż piękne okoliczności przyrody wpatrzeni.
Gdy obcy krajobrazowo element ludzki oddalił się ku szczytowi, znużenie nadmiarem przestrzeni znów pokonało niezbyt przemożną chęć marszu.

Jakże gwałtownie i prawie równocześnie poderwały się postacie jakoby węszące za czymś od dłuższego czasu w borówczyskach! Nie, to nie mrówki były praprzyczyną energicznych ruchów. Jakieś odczucia z sennych lusterek zostały przedstawione w tenże sposób: „ Ale ziiiimno! Ale twarrrdo! Ale późnooo!” Poderwani wewnętrznym imperatywem rozcieramy wyziębione i obolałe członki i mamy już szaleńczo mknąć, gdy w międzyczasie parki przemknęły – wziuut - ku dolinie, pewnie gdzieś im spieszno.

Gdy wzrok zwrócił się w stronę, dokąd kroki skierować należało, w związku z zauważalną zmianą aury, głęboka zaiste myśl nachodzi: „Czy góra może być inteligentna?”
Jeśli złośliwość jest funkcją inteligencji, to i owszem. Zachęca, korci, przyciąga, daje nadzieję, a gdy szczyt blisko – udręczonego wysiłkiem zdobywania odstręcza zarzuconą na czółko woalką chmur, zimnym powiewem omiata pełne żaru spojrzenie wędrowca, mokrym opadem studzi ognisty pęd lub grozi zapaleńcowi możliwością gwałtownego doładowania /bynajmniej nie akumulatorów/.
Takie one wszystkie…

Gdyby wiadomym nam było to, co po krótkim podejściu ukaże się naszym oczom, bylibyśmy starali się jakoś zapobiec tragedii, może nawet błogosławionego snu byśmy uniknęli.
Ale kto z nas zna przyszłość?