W małym kinie, albo li też, w "starym kinie" to ja siedziałem ostatni raz w 1991 roku. W "Kinie Mewa" bo takie miano ono nosiło, najprzyjemniej było zimą. Salka na jakieś 50 miejsc, ogrzewana przez dwa kaflowe piece, niesamowicie poplamiony ekran i terkoczące projektory, to było to. No i jeszcze te twarde drewniane siedziska, okrutnie skrzypiące przy każdym poprawianiu swojej pozycji. W 1983 roku w kącie salki tuż przed ekranem stało coś co miało wygląd pianina. Wtedy zastanawiałem się po ki czort ten instrument. Czy jeszcze z czasów kina niemego? Niestety rok później ustroistwo zniknęło, a mi nie przyszło na myśl żeby kogokolwiek zapytać po co ona tam stało. W tym kinie, w połowie lat 80-tych jako kochliwy nastolatek umawiałem się z dziewczynami aby kraść pocałunki, niejeden raz słysząc "CISZEJ TAM, TU SIĘ OGLĄDA!". Kino i jego atmosferę pamiętam. Ale jakie filmy tam oglądałem? - za nic przypomnieć nie potrafię. Zresztą aby jakiś konkretny film zobaczyć to wsiadało się z kumplami do trajlusia (pieszczotliwa nazwa trolejbusu) i jechało się najdłuższą ulicą w Polsce do "Dworca Południowego" a następnie tramwajem, aby obejrzeć film w największym ówczesnym Warszawskim kinie "Moskwa". A następnie wstąpić do baru przy "Supersamie" na kufelek piwa karmelkowego. Nie ma kina "Mewa" w Piasecznie. Po kinie "Moskwa" zostały kamienne lwy, które zastanawiają się po jaką cholerę muszą pilnować multipleksu. Zlikwidowano jedyną trasę trolejbusową w Warszawie. Mało kto wie że pętla autobusowa przy stacji metra "Wilanowska" to dawny "Dworzec Południowy". A o piwie karmelkowym lanym z pipy w barze przy Supersamie to pamiętać mogą ludzie po czterdziestce. Ówczesny budynek supersamu też został wyburzony. A to nie był typowy sklep. Chyba innego takiego w kraju nie było. Kilkusetmetrowy obiekt z wiszącym na linach dachem. Taki jebitny namiot. BYŁO MINEŁO.