Dość gadania o fotkach.
Mam wspomnienie, nie tak bardzo stare;-)
Przemyśl musiałam szybko opuścić, żałuję, że brakuje mi czasu, żeby spokojnie po nim pochodzić – zawsze w przelocie, poza dwoma tygodniami spędzonymi w podziemiach, bardzo dawno temu;-). Również porzuciłam objęcia zielonych wzgórz, żeby wymknąć się na płaskie i JEJ poszukać. Już od dawna to planowałam...zobaczyć JĄ na własne oczy! To był główny cel wyprawy. Pogoda od rana jawiła się kapryśna, lało i na przemian świeciło słońce. Nad miastem pojawiła się tęcza, a ja JEJ szukałam wierząc w znaki na niebie...
Jednak było jakoś „pod górkę”;-).Przez chwilę ogarnęło mnie zwątpienie może to nie ten czas, może nie to miejsce...Nic, nic, nie ma...Ciche rozczarowanie, prawie odwrót i nagle...Widzę JĄ, jedną samotną, ale taką jak z obrazka!
Rzucam się na ziemię, proszę słońce o chwilę jasności i utrwalam z każdej strony...
W końcu wstaję, idę parę kroków dalej i jest następna i jeszcze jedna i kolejna...
Hihihi...niewiele trzeba człowiekowi do szczęścia;-) Już tylko radośnie pełzam w trawie.
Wychodzi na wierzch wielka pazerność, każdą chcę mieć dla siebie i na zawsze!;-)
Ignoruję wielkie stado saren, one też nic sobie nie robią z mojej obecności.
Najważniejsza jest ONA – szachownica kostkowata.
Gatunek z kilku stanowisk w kraju, pod ścisłą ochroną, krytycznie zagrożony wg Polskiej Czerwonej Księgi Roślin.


Odpowiedz z cytatem