Enrico, spokojnie - walki kibiców to inny świat, innymi się prawami rządzący. Choćby dlatego, że kibice nie uzurpują sobie monopolu na prawdę, sprawiedliwość i Pana Boga.
Z wojną polsko - polską chodziło mi o to, że ten konflikt jest taki banalnie i beznadziejnie typowy. Polska jest pełna takich konfliktów, secesji, podziałów, rozłamów, dąsów i obraz śmiertelnych różnych grup. Ludzie, którzy te grupy tworzą walczą ze sobą zamiast działać razem i się wspierać, zamiast działać na rzecz skądinąd wspólnego celu zwalczają się nawzajem. A że zwykle dzielące ich różnice są w sumie drobne, to i wojny są cholernie "krwawe", bo nie ma nic gorszego i krwawszego niż wojna domowa i bratobójcza.
Szkoda, że ludzie tak czy inaczej z Łopienką związani walczą ze sobą i się oczerniają, zamiast czynić dobro. Bo patrząc z zewnątrz trudno zrozumieć śmiertelną wojnę, skoro toczy się ona o świątynię - miejsce jakby nie było święte, tak ciężko doświadczone przez historię i emanujące pozytywną energią.
A ludzie postronni, tacy jak ja, co to do Łopienki zachodzą raz na czas z plecakiem, to nawet nie wiedzą dlaczego ta wojna, o co ta wojna, i kto tu jest "ten dobry", a kto - "ten zły". Jedni i drudzy twierdzą, że to oni są dobrzy...
Takie sytuacje budzą moją żywiołową niechęć. Nie do miejsca. Do ludzi.
Czy odpowiedziałem na wszystkie Twoje pytania, don Enrico?


Odpowiedz z cytatem