hmmm....
od początku istnienia tego wątku, ile razy tu zaglądnę to przypominają mi się słowa, które jakoś chyba ze dwa lata temu z lekkim żalem wypowiedział Pewien Mój Bieszczadzki Znajomy - że Łopienki to już nie ma, jest za to Łopieniusia, Łopieniuńka, Łopieńcia, Moja, Mojsza, Najmojsza, Nasza, Naszsza, Najnaszsza...
to Ten Znajomy właśnie kiedyś do Łopienki mnie zaprowadził, i za to pierwsze spotkanie i pierwsze wrażenie jestem Mu wdzięczna ogromnie. Bo to pierwsze wrażenie pozostało i pozwala mi nadal odnajdywać w Łopience - chociaż przez chwilę - taką prostą, prawdziwą radość myśli i ducha. I jest tak, pomimo że nie czuję potrzeby, żeby była Ona moja, mojusia, Łopieniusia. Nie czuję potrzeby "pójścia na barykady" i bronienia jej przed czymś. No właśnie - PRZED CZYM??? Łopienka jest Świątynią - więc zarówno miejscem na ziemi jak i przestrzenią dla ducha. I potrzebny jest jej zarówno dobry Gospodarz jak i dobry Duszpasterz. I wcale to nie oznacza, że obie te funkcje muszą być połączone ale nie oznacza również, że jedna wyklucza drugą. Radością dla Łopienki byłoby, żeby szukały wspólnej drogi w zgodzie...