Mi się kiedyś zdarzyła taka sytuacja.
Byliśmy w Górach Marmaroskich w 7 osób, w tym 3 kobiety w różnym wieku od 30 do 50, mój 16-letni wtedy syn (ten sam co wcześniej w Beskidzie Niskim) i trzech facetów w różnym wieku od 25 do 35.
Trasa była dość męcząca, jedliśmy tego dnia obfite śniadanie rano, potem również obfity podwieczorek z kanapek ok godz. 17 i potem tylko jakieś czekoladki.
Do miejsca planowanego noclegu doszliśmy około północy, z tym że ostanie 15 km to był marsz drogą po płaskim, a potem jeszcze podjechaliśmy stopem 5 km.
Cały czas z ciężkimi plecakami.
Wszyscy byli zmęczeni i głodni ale bez przesady. Ja osobiście gdyby trzeba było mogłabym iść jeszcze kolejne 10 km byle po płaskim.
Doszliśmy do miejscowości, ja z koleżanką poszłam szukać noclegu, dwóch kolegów zostało przy plecakach, koleżanka z moim synem przy drugiej części plecaków i stopniowo je przenosili na jedno miejsce. Wracamy, a tu się okazało że jeden z tych kolegów (bodajże 32-letni) w tym czasie zemdlał, a drugi go ratuje (ten drugi był lekarzem).
Sam mówił ze zemdlał z głodu, bo od 17 do północy nie jadł.
Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam.
Od razu dostał ciepłą, osłodzona herbatę, jakiś batonik, a ponieważ znalazłyśmy ten nocleg to na miejscu noclegu jakieś kromki.
Potem w ciągu kolejnych dni bardzo na niego uważaliśmy (a przez przypadek zrobiliśmy trasę 22 godzinną) i co chwilę go pytali czy nie jest głodny.
Dla mnie ten facet był tak "na oko" jednym z najsilniejszych członków naszej wycieczki, a tu się okazało nieco dziwnie.



Odpowiedz z cytatem