http://www.gpscompared.net/garmin-et...-vs-dakota-20/
Dakota ma mniej jeśli chodzi o te trasy i inne.
Ale wg tego co piszesz i to mniej w zupełności wystarczy?
http://www.gpscompared.net/garmin-et...-vs-dakota-20/
Dakota ma mniej jeśli chodzi o te trasy i inne.
Ale wg tego co piszesz i to mniej w zupełności wystarczy?
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Wszystko zależy kto i jak go będzie używał. W tym porównaniu jedno mi się rzuciło na oczy - Dakota ma elektroniczny kompas (i wysokościomierz barometryczny ale to już mniejsza o to). W moim tego tego nie ma, miały to dopiero visty ale trzeba było dopłacić prawie 50% (w czasie jak kupowałem). Nie wiem jak te modele co rozważasz ale w vistach elektroniczny kompas powodował obracanie mapy również na postoju - jak się kręciłaś. Ja by mi mapę zorientowało w kierunku wędrówki muszę się ruszyć. Wprawdzie wystarcza 2-3 kroki ale jest to trochę upierdliwe, gdy chcesz przeglądnąć trasę w przód, zmniejszasz powiększenia a urządzenie analizując sygnał z satelitów nagle dochodzi do wniosku że jednak się ruszyłem i myk - obraca mapę
Tu Wojtek mógłby się wypowiedzieć czy jego GPS obraca rastry czy nie.
W sumie to myślę że odbiorniki są na tyle podobne że obojętne czy kupisz jeden czy drugi. By widzieć różnicę musiałabyś pracować na obu.
Jeśli chcesz się zagłębiać w detale i niuanse to też polecam garniaka - kopalnia wiedzy, ja już tylko czasem tam zaglądam, brak czasu![]()
Na początek dowód wiarygodności moich zeznań, czyli, że sam byłem i widziałem. Rowerek podczas akcji i po akcji
aIMG_5161.jpg bIMG_5171.jpg
Nie miałem pod ręką Dakoty, porównywałem eTrexa 20, o którym pisze Krysia, ze starszym modelem Oregona 400, który od Dakoty różni się tylko wielkością ekranu i liczbą pikseli, elektronika i funkcje takie same. Dyskusja o przewadze eTrexa na Dakotą (lub odwrotnie) to coś, jak dywagacje Jana Tadeusza Stanisławskiego na temat wyższości Świąt Wielkanocnych nad Świętami Bożego Narodzenia (lub na odwrót). Spróbuję więc wybrać kilka cech, a jeśli nie wystarczy, proszę o „dopytanie”.
Praca na bateriach.
Oba urządzenia pracowały na akumulatorkach NiMh GP Recyko o pojemności 2000 mAh (zweryfikowanej), świeżo naładowanych. eTrex wytrzymał 21,5 godziny przy sporadycznie włączanym podświetleniu ekranu oraz 16 godzin, gdy ekran podświetlany był przez połowę czasu użytkowania. Oregon dla sporadycznego podświetlania pracował 18 godzin a dla częstego podświetlania ok. 10 godzin. Ważnym dla oceny „energożerności” jest tu fakt, że na eTreksie bez podświetlenia widać coś, czasem nawet bardzo dobrze, natomiast na Oregonie (Dakocie) nie widać nic!
Dogadywanie się z satelitami.
Obydwa urządzenia równie szybko „łapią fixa”, czyli lokalizują satelity i ustalają swoje położenie względem nich. Obydwa dobrze notują położenie podczas poruszania się. W nieco trudniejszych warunkach, np. miedzy wysokimi blokami betonowymi w miejskiej dżungli, lepszym okazał się eTrex (kolor tracka Cyjan). Widać, że Oregon (kolor Karmazyn) zapisał kilkumetrowe „zaokrąglenia”.
track1.jpg
Różne funkcje dodatkowe, układ menu.
W obu modelach zbliżone. Dakota ma dodatkowo: barometryczny altymetr, elektroniczny kompas i tabele pływów. Gdybyś chciała mieć te funkcje w eTreksie, to możesz kupić 30-kę.
Liczba waypointów, tracków, punktów w tracku, tras, itp.
W obu modelach na tyle duża, by się nimi nie interesować.
Widoczność ekranu.
Na rowerze można wykorzystywać urządzenie na trzy sposoby:
- zapisuję w urządzeniu trasę i korzystam z podpowiedzi typu „skręć w lewo”;
- mam w pamięci całą mapę i cała trasę, patrzę czasem na urządzenie, czy dobrze jadę;
- na urządzenie patrzę tylko wtedy, gdy ewidentnie zabłądziłem i zupełnie nie wiem, jak jechać.
Ja preferuję ten drugi sposób. I tutaj bardziej przyjazny jest eTrex. Na Oregonie (Dakocie) muszę stuknąć w ekran, żeby coś się pokazało, potem poruszać głową i kierownicą, aby uzyskać odpowiedni kąt oświetlenia i patrzenia. W szczególnym przypadku muszę albo zupełnie zmienić kierunek jazdy albo zatrzymać się. Na eTreksie w dzień zazwyczaj widać bez podświetlenia. Jeśli słabiej widać, przyciskam dżojstik lub inny klawisz i po włączeniu podświetlenia widzę bez ruszania głową, a tym bardziej kierownicą. Tu daję duży plus eTreksowi.
Na zdjęciach 1-3 oba urządzenia na rowerze, z podświetlonym ekranem, w różnych warunkach oświetleniowych: 1 - fatalne, 2 – dobre, 3 – idealne. Zdjęcie 4 to eTrex bez podświetlenia trzymany w ręce i ustawiony pod dobrym katem do słońca.
1. 1IMG_5155.jpg 2. 2IMG_5151.jpg 3. 3IMG_5164.jpg 4. 4IMG_5173.jpg
Przewijanie mapy.
W Oregonie (Dakocie) naciskam palcem na ekran i przesuwam mapę w dowolne miejsce. Jeśli trzeba więcej, niż pozwala ekran, robię to dwa lub trzy razy. W eTreksie przechylam w bok dżojstik, np. w prawo, czyli na wschód. Pojawia się wtedy na środku ekranu strzałka. Trzymam przechylony dżojstik. Strzałka przemieszcza się w kierunku krawędzi ekranu, mapa się na razie nie rusza. Po osiągnięciu przez strzałkę prawego brzegu ekranu mapa zaczyna się przesuwać w lewo, pokazując tereny położone bardziej na wschód. Tu daję plusik Oregonowi.
Praca z mapami cyfrowymi.
Sprawna, wystarczająco szybka w obu modelach.
Praca z mapami rastrowymi.
Oba urządzenia obsługują także mapę rastrową. eTrex nadąża z jej przewijaniem podczas wędrówki pieszej oraz jazdy na rowerze, bo mapa przesuwa się na ekranie po maleńkim kawałeczku w miarę poruszania się rowerzysty. Jeśli natomiast chcesz przewinąć mapę w celu jej przejrzenia, np. sprawdzenia, gdzie jest następna górka lub następny zakręt, musisz mieć dużo cierpliwości. Jak wspomniałem wyżej, aby przesunąć mapę, przechylamy dżojstik i trzymamy go przez chwile przy krawędzi ekranu. I tu na rastrze mapa przesuwa się a na jej miejsce wjeżdża …. pusta powierzchnia. Puszczamy dżojstik i czekamy. Jeśli ci spieszy, trwa to wieczność (od kilku do kilkunastu sekund). Uff, pojawiło się. W Dakocie dzieje się to szybciej. Ale i tak maleńkie ekraniki, zarówno Dakoty jak i eTreksa dyskwalifikują oba modele jako urzadzenia do oglądania prawdziwych map.
Wnioski końcowe.
Do wyciągnięcia przez osoby zainteresowane.
Ostatnio edytowane przez Wojtek Pysz ; 04-03-2012 o 15:33 Powód: lit.
WOW!!!
Dzięki!!!
To muszę teraz na spokojnie przestudiować! Masz rację, że Oregon niewiele się różni od Dakoty, dlatego D. ma lepszy stosunek cena:jakość;-)
Wczoraj rozpoczęłam sezon rowerowy. 75km po Warmii i Mazurach, po 3 miesiącach przerwy=boli pupa!;-)))
Ale to nic, poboli i przestanie.
Jeszcze raz dzięki wielkie!!!
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
To może ja zaprezentuję moje podejście do tematu. Jakiś czas temu zaopatrzyłem się w małe, czarne, plastikowe pudełeczko z dwoma przyciskami (w tym jeden zupełnie zbędny). Ma to wielkość połowy klasycznego telefonu komórkowego, działa na baterii grubo ponad dobę (jak wyłączę na noce to wystarczy na nawet i trzy dni wędrówki) a obsługa sprowadza się do dwóch czynności: włączenia i wyłączenia. Ponieważ nie ma żadnego wyświetlacza nic nie widać tak samo w ostrym słońcu, w cieniu i w zupełnej ciemności. Tak samo się go nie obsługuje w rękawiczkach i bez, na temperaturę nie jest wrażliwe (sprawdzałem przy -20 i przy +30 stopniach), nawet jest w pewnym zakresie wodoodporne (wyprałem przez pomyłkę w pralce i nadal działa). W razie potrzeby można się zaopatrzyć w zapasowe baterie (takie jak do starszych telefonów Nokii, bardzo łatwo dostępne) i z masą nieprzekraczającą masy prostej komórki mamy zapewnione działanie na tydzień lub dłużej.
Urządzenie jest bardzo czułe, łapie satelity nawet wewnątrz budynków (byle blisko okna), w terenie nie ma żadnych problemów, ani gęsty las, głęboka dolina, gęsta mgła czy deszcze nie są przeszkodą. Można po włączeniu wrzucić na dno plecaka i zapomnieć o nim.
Podstawowym zadaniem urządzenia jest zapisywanie przebytej trasy. W domu można zgrać trasę na komputer, zapisać w dowolnie wybranym formacie (chyba każdy jest obsługiwany) i oglądać, analizować, zastanawiać się i wyciągać wnioski na przyszłośćMożna też opisywać zrobione w trasie zdjęcia współrzędnymi GPS i pokazywać miejsce zrobienia na mapie, synchronizacja jest wykonywana po czasie zrobienia zdjęcia.
A jak ktoś potrzebuje informacji jeszcze w terenie to z biedą łapie się toto na trzecią kategorię:
Część telefonów z Bluetoothem po zainstalowaniu darmowej aplikacji TrekBuddy pozwala bezprzewodowo ściągnąć pozycję z tego urządzenia i pokazać ją na ekranie np. na mapie z Compassa (mapa elektroniczna w sklepie firmowym to niecałe 40zł). Jak się pobłądzi to taką informację można sobie przenieść na prawdziwą, papierową mapę (nadal niezbędną, kompas też trzeba dźwigać) i dalej już wędrować "klasycznie". W zastosowaniu drugim (kontrolowanie trasy) czy tym bardziej pierwszym (podpowiedzi) to rozwiązanie sprawdzi się w bardzo ograniczonym zakresie (jeżeli w ogóle).
Z mojego punktu widzenia takie podejście ma tylko jedną wadę - tanie urządzenia nie są już produkowaneSą dostępne w idiotycznie "rozbudowanych" wersjach, dodano np. alarm wibracyjny i brzęczyk (po jaką cholerę mi brzęczyk czy alarm wibracyjny na dnie plecaka?) a cena poszła w górę... Dostępne w tej chwili GPS loggery (tak się je z obcego nazywa) kosztują kilkaset złotych, absolutnie najtańsze zdaje się 220zł + przesyłka, inne to ok. 400-500zł. Jakiś czas temu nowego loggera można było kupić za 130-160zł, w tej chwili chętnym zostaje wyłącznie rynek wtórny (dziś na Allegro fajny logger poszedł za 90zł).
Na dzień dzisiejszy jak ktoś dysponuje telefonem obsługującym program TrekBuddy to za niecałe 150zł, w porywach 200zł, może kupić używanego loggera i nawet na zestaw map z Compassa wystarczy. A są jeszcze bardzo dobre mapy darmowe, i w 100zł można się z nimi zamknąć.
Jak ktoś chce zobaczyć jak mój logger wygląda to proszę klikać tutaj.
Nikogo nie zamierzam do takiego rozwiązania przekonywać, pokazuję tylko alternatywę. Gdyby ktoś się na coś takiego decydował to trzeba rozpoznać na jakim układzie pracuje urządzenie, to decyduje o czasie działania i dokładności. Testy różnych urządzeń są dostępne w sieci.
Czterech panów B.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)