To może ja zaprezentuję moje podejście do tematu. Jakiś czas temu zaopatrzyłem się w małe, czarne, plastikowe pudełeczko z dwoma przyciskami (w tym jeden zupełnie zbędny). Ma to wielkość połowy klasycznego telefonu komórkowego, działa na baterii grubo ponad dobę (jak wyłączę na noce to wystarczy na nawet i trzy dni wędrówki) a obsługa sprowadza się do dwóch czynności: włączenia i wyłączenia. Ponieważ nie ma żadnego wyświetlacza nic nie widać tak samo w ostrym słońcu, w cieniu i w zupełnej ciemności. Tak samo się go nie obsługuje w rękawiczkach i bez, na temperaturę nie jest wrażliwe (sprawdzałem przy -20 i przy +30 stopniach), nawet jest w pewnym zakresie wodoodporne (wyprałem przez pomyłkę w pralce i nadal działa). W razie potrzeby można się zaopatrzyć w zapasowe baterie (takie jak do starszych telefonów Nokii, bardzo łatwo dostępne) i z masą nieprzekraczającą masy prostej komórki mamy zapewnione działanie na tydzień lub dłużej.
Urządzenie jest bardzo czułe, łapie satelity nawet wewnątrz budynków (byle blisko okna), w terenie nie ma żadnych problemów, ani gęsty las, głęboka dolina, gęsta mgła czy deszcze nie są przeszkodą. Można po włączeniu wrzucić na dno plecaka i zapomnieć o nim.
Podstawowym zadaniem urządzenia jest zapisywanie przebytej trasy. W domu można zgrać trasę na komputer, zapisać w dowolnie wybranym formacie (chyba każdy jest obsługiwany) i oglądać, analizować, zastanawiać się i wyciągać wnioski na przyszłośćMożna też opisywać zrobione w trasie zdjęcia współrzędnymi GPS i pokazywać miejsce zrobienia na mapie, synchronizacja jest wykonywana po czasie zrobienia zdjęcia.
A jak ktoś potrzebuje informacji jeszcze w terenie to z biedą łapie się toto na trzecią kategorię:
Część telefonów z Bluetoothem po zainstalowaniu darmowej aplikacji TrekBuddy pozwala bezprzewodowo ściągnąć pozycję z tego urządzenia i pokazać ją na ekranie np. na mapie z Compassa (mapa elektroniczna w sklepie firmowym to niecałe 40zł). Jak się pobłądzi to taką informację można sobie przenieść na prawdziwą, papierową mapę (nadal niezbędną, kompas też trzeba dźwigać) i dalej już wędrować "klasycznie". W zastosowaniu drugim (kontrolowanie trasy) czy tym bardziej pierwszym (podpowiedzi) to rozwiązanie sprawdzi się w bardzo ograniczonym zakresie (jeżeli w ogóle).
Z mojego punktu widzenia takie podejście ma tylko jedną wadę - tanie urządzenia nie są już produkowaneSą dostępne w idiotycznie "rozbudowanych" wersjach, dodano np. alarm wibracyjny i brzęczyk (po jaką cholerę mi brzęczyk czy alarm wibracyjny na dnie plecaka?) a cena poszła w górę... Dostępne w tej chwili GPS loggery (tak się je z obcego nazywa) kosztują kilkaset złotych, absolutnie najtańsze zdaje się 220zł + przesyłka, inne to ok. 400-500zł. Jakiś czas temu nowego loggera można było kupić za 130-160zł, w tej chwili chętnym zostaje wyłącznie rynek wtórny (dziś na Allegro fajny logger poszedł za 90zł).
Na dzień dzisiejszy jak ktoś dysponuje telefonem obsługującym program TrekBuddy to za niecałe 150zł, w porywach 200zł, może kupić używanego loggera i nawet na zestaw map z Compassa wystarczy. A są jeszcze bardzo dobre mapy darmowe, i w 100zł można się z nimi zamknąć.
Jak ktoś chce zobaczyć jak mój logger wygląda to proszę klikać tutaj.
Nikogo nie zamierzam do takiego rozwiązania przekonywać, pokazuję tylko alternatywę. Gdyby ktoś się na coś takiego decydował to trzeba rozpoznać na jakim układzie pracuje urządzenie, to decyduje o czasie działania i dokładności. Testy różnych urządzeń są dostępne w sieci.



Odpowiedz z cytatem