Cytat Zamieszczone przez Krysia Zobacz posta
A ja rozumiem argumentację Basi.
Nawet patrząc po swoich znajomych, którzy już się w te magiczne 35 nie łapią...
No marudni są i to z roku na rok więcej i bardziej.
No i napisała przecież, że nie jest to punkt bardzo przestrzegany, jak ktoś się nada to może mieć i dwa razy więcej, ale nie dziwi mnie wcale, że chcą się czuć jak w rodzinie, a nie zmuszać się do każdego spotkania z kursantami, bo mają jakąś marudę wśród nich. Zostawiają sobie takie wyjście z sytuacji. A co innego można by wydumać?Punkt pt. mrukom wstęp wzbroniony?;-)
No właśnie - Krysia to dobrze ujęła.

Nawet nie chodzi o bycie "mrukiem" ale o kogoś kto się ze wszystkimi kłóci, psuje atmosferę wspólnoty, albo jest wyjątkowo roszczeniowy i chce aby wszystko było organizowane tak aby to było wygodne dla niego, a nie dla wszystkich. Zdarzało się też że taki kursant przez to, że był starszy wymagał od innych młodszych kursantów szczególnego traktowania (np. migał się od dyżurów), wyzywał ich od "smarkaczy" - i inne takie.
Nie jest tu miejsce na podawanie konkretnych przykładów, ale wierzcie mi że było tak że pozostali kursanci po połowie kursu prosili aby tą osobę skreślić, przy czym z kolei nie można jej było postawić konkretnego zarzutu, no bo co - "psucie atmosfery" ?.

I tak jak piszę - to jest pewna "furtka" dla organizatorów.
Zresztą bardzo długo dyskutowaliśmy nad wprowadzeniem tego ograniczenia i ja osobiście byłam "przeciw", bo myślę że dobry instruktor powinien dać sobie radę również i z taką osobą i ewentualnie skutecznie ją zniechęcić.
Argumentem "za" jest jednak to, że w końcu jesteśmy kołem studenckim - i nawet takie dinozaury jak ja robiły kurs w czasie swoich studiów.
Zależy nam też aby przynajmniej część osób po ukończeniu kursu pozostała w kole i działała w nim nadal.

Jeśli chodzi o doświadczenie - oczywiście, że nabiera się go z wiekiem, ale jeżeli ktoś ukończył kurs w wieku lat 19 - to wieku lat 25 jest już całkiem doświadczonym przewodnikiem. Poza tym nie wrzuca się go od razu na głęboką wodę, ale istnieje system praktyk (np. rajdy prowadzą po dwie osoby - starsza i młodsza stażem, w trakcie kursu kursanci praktykują na obozach letnich itd. itd.).
Dwaj z trzech kolegów którzy teraz prowadzą kurs byli ze mną jeszcze jako kursanci w roku 2006 na przejściu zimowym w Beskidzie Niskim, które opisywałam w całkiem innym wątku, a od tej pory przez te 6 lat niemal bez przerwy chodzą po górach i prowadzili już dziesiątki grup.
Jestem z nich bardzo dumna :)

@Darek - o ile się orientuję wszystkie koła studenckie organizują swoje kursy tylko dzięki społecznej pracy prowadzących.

U nas przyjęte zawsze było tak że jedna osoba na wyjeździe kursowym miała zwracane koszty podróży i noclegów, za jedzenie płaciła już sama.
Jeżeli jechało na wyjazd więcej prowadzących to się jakoś tam tą kwotą dzielili.
Zwracane były też rzeczywiste (nie jakieś wyliczane tak jak za delegację) koszty dojazdu na wykład (w moim przypadku 8,40 zł - dwa bilety na autobus z Chorzowa do Gliwic).
Prowadzący nie płacił też za autokar na wycieczkach autokarowych.

Nie wiem dokładnie jak to przyjęli koledzy w tym roku, ale przypuszczam, że jakoś podobnie.