Słusznie Mohikanin zauważył że, opowieść ta ciągnie się jak flaki z olejem, ale to właśnie w takim tempie poruszaliśmy się pod górę, mozolnie post za postem (krok za krokiem)
Co innego gdy zmieniliśmy kierunek na odwrotny, po wydeptanych śladach. Jak za czarodziejską różdżką zmieniła się prędkość poruszania. Sami dziwiliśmy się jak to się stało że wzrosła 4-krotnie.
Ostatni rzut oka na rozległe widoki połoniny
.

.
i spadamy do bazy. Długi zimowy wieczór jest bardzo długi. Kto powiedział że ludzie głupoty gadają jak coś wypiją ?
Trudno uwierzyć co się wygaduje przez przeciągający się wieczór na trzeźwego ?
Pytanie bez odpowiedzi ; pytanie które ciągle się dobijało ; pytanie na które koniecznie chcieliśmy znaleźć haka. Czy to wszystko ma jakiś sens ?
W czasach obecnych, w których liczą się tylko mistrzowie, rekordziści, najszybsi, najlepsi .....
a nas pokonał zwykły śnieg. Nie zdobyliśmy szczytu, nie ustaliliśmy najlepszego czasu wejścia, nie wyznaczyliśmy nowej ścieżki , nie, nie, nie ...
więc czy był jakiś sens aby się tłuc setki kilometrów, poświęcać czas i na koniec ugrząść w białym gównie ?
Każdy musi znaleźć swoją odpowiedź.
Ja też mam swoją i dziękuję kolegom że mnie wzięli na taką eskapadę.
Poranek dnia powrotnego przypomniał sobie że może nam urozmaicić drogę, wystarczy spojrzeć :
.

.
Przysiółek Pohorylec , parę kilometrów za Szybennem wygląda kosmicznie z suszącymi się ciuchami
tez zrobiłem sobie zdjątko
.

.
A potem radość, gdy wysuszeni turyści docierają do czarującego budyneczku z przepięknym wystrojem.
Ileż tam wszelakiego dobra o którym tak marzyliśmy w poprzednich wieczorów.
.