KomisaRz napisał :
(...), trafialiśmy różnie, nie zawsze najlepiej, wizyta w knajpie Kryjówka wywołała sporo nie zawsze najlepszych emocji,
i tu jest pies pogrzebany , bo jak człowiek jest głodny, albo jeszcze gorzej spragniony, to i z kałuży się napije.
A my błąkaliśmy się nocą po Stanisławowie w poszukiwaniu miejsca aby coś zjeść, a jeszcze lepiej gdyby to nie było "coś" tylko konkretnie: żeby to były warienki w towarzystwie złocistego napoju.
Szukamy i szukamy, aż wreszcie trafiamy do jakiejś kryjówki w przyziemiu starej kamienicy. Nie wiedząc gdzie trafiliśmy zamawiamy upragniony zestaw i w tym momencie widzę że ktoś patrzy z portretu na ścianie.
Gdzieś tą twarz widziałem ? Co prawda była to osoba bez wąsika i nie miała na imię Adolf, ale jednak wielki zwolennik tegoż Adolfa.
Przyglądam się bliżej ścianom , a tam radosne zdjęcia striełców uśmiechniętych, zwycięskich
.

.
Jakoś pierogi w tym towarzystwie nie były do strawienia. Co prawda ci striełcy nie byli w mundurach SS Galizien,
ale jakoś tak bez entuzjazmu przyjąłem to budowanie świadomości narodowej ukraińskiego narodu.
Warto zaznaczyć że w czasie całego wyjazdu, to był jedyny moment kiedy świadomość historii zaważyła na teraźniejszości.