Czterech panów B.
Ze śmieciami nie ma nic wspólnego, ale z kompleksami i owszem.
Jeździć po świecie mam na myśli po różnych krajach, nawet i na parę dni, ale żeby poznać inne nacje , innych ludzi, inne kultury i co?
Ano okaże się, że wszyscy jesteśmy bardzo podobni!
To samo nas śmieszy, to samo smuci, te same problemy.
I tak samo występują źli ludzie.
Ja akurat jestem optymistką i widzę zmianę na plus.
Może nie w górach, bo nie byłam świadkiem nigdy takich chamskich zachowań, więc co się miałoby poprawić.
Ale tu u mnie: jeszcze 10 lat temu jak się jechało przez wieś to brud. Chyba jakieś wyścigi robili, kto więcej gratów na podwórku zgromadzi i im one będą w większym bałaganie tym lepiej. To samo z błotem.
A teraz?Mało które gospodarstwo tak wygląda.
Nawet jak jest biedne, to jest czysto, podwórko zagrabione itd.
Więc są zmiany na plus.
Choć nie wiem jak się będzie zachowywać fala młodych wychowywanych bezstresowo...
może mój optymizm runie;-)
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
No przez parę dni w obcym kraju to tak poznasz jego nację i jej kulturę że hoho!
Ale do rzeczy.
To bezsprzecznie prawda. Ale podam Ci przykład - poznałem kiedyś pewnego Japończyka, który będąc namiętnym palaczem nosił przy sobie popielniczkę. Nigdy nie strzepnął popiołu na ulicę, na trawnik, "pod siebie" - zawsze do tej wyciągniętej z kieszeni popielniczki (wyglądała jak maleńka latarka z pustym miejscem po bateryjkach). I twierdził, że tak u niego jest, ludzie noszą popielniczki i nie śmiecą na ulicach. Dla odmiany Włosi w tamtym czasie papierosami, niedopałkami i popiołem ozdabiali każde miejsce, na przystanku autobusowym w Mediolanie stało się na niedopałkach. Czy to oznacza, że Włosi są gorsi od Japończyków? Absolutnie nie! Po prostu Japończycy nauczyli się bardziej dbać o porządek.
I o tym właśnie mowa, nie o dzieleniu narodów na lepsze czy gorsze, tylko o wyrobieniu pewnych nawyków i zwyczajów. Podlewanie tego narodowym sosem, zakładanie rogatywki i stawianie kosy na sztorc to przegięcie. Jak ktoś zwróci nam uwagę, że śmiecimy, to nie podnosi ręki na nasze świętości i na naszych bohaterów - nie chce po prostu naszych śmieci na środku schroniska.
Nasze nawyki na szczęście już się zmieniają, ja też mam wrażenie, że jest lepiej. Ale jeszcze nie jest dobrze.
Czterech panów B.
O szanowanie innych chodzi chyba najbardziej. Nie jesteśmy pępkiem świata i nie mamy monopolu na nieomylność. Obrazek spod Monte Perdido - schronisko Goriz i grupa Polaków nie chcących się zastosować do regulaminu(chodziło o zmianę obuwia -"bo my tylko na chwilę") i wręcz pyskówka z obsługą schroniska, bo jakże to?! - Nie będzie Hiszpan pluł nam w twarz. Żenada i wstyd.
Wstyd i owszem!Ale czy to oznacza, że Polacy są tacy?
Czy to oznacza, że Ty też nie ściągasz butów tam gdzie trzeba?
Czy jest to górskie schronisko, czy meczet na przykład?
Mam nadzieję, że NIE;-)
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Byłam po raz pierwszy w Alpach jeszcze w pierwszej połowie lat 80, kiedy to wyjazd kosztował mnie 150 $, a sama zarabiałam wtedy pracując jako inżynier 20 $ miesięcznie.
Aby wyjechać na ten wyjazd musiałam przez kilka miesięcy w każdy weekend tyrać malując zbiornik pyłów w elektrociepłowni.
Z Polski wieźliśmy po około 20 kg jedzenia na osobę, aby było tam na zachodzie co jeść.
Na miejscu w Chamonix rozbiliśmy się w lesie, gdzie można było spać za darmo, załatwił to z władzami miejskimi tamtejszy "rezydent" i przedstawiciel alpinistów - pan Wowkonowicz (miałam tą przyjemność poznać go osobiście).
Ale również w tamtych latach ludzie potrafili zachowywać się różnie. Ja z moimi znajomymi żywiliśmy się przez miesiąc tylko konserwami i makaronem z Polski ewentualnie ryżem z jagodami uzbieranymi w lesie.
A byli tacy koledzy, którzy chwalili się ile to rano kto rano ile jogurtów ukradł w markecie ("elita" - pożal się Boże).
Jestem zdania, że o ile rozbicie się w lesie poza campingiem - w tamtych czasach mogło być w jakiś sposób usprawiedliwione (zwłaszcza że było załatwione z władzami gminy) - to kradzieży w markecie nie usprawiedliwia absolutnie nic.
Ale najgorsze, ze w późniejszych latach zaczęliśmy wszyscy zarabiać więcej - nie tyle co w zachodniej Europie, ale też nie 20 $ miesięcznie - no i teraz na ten camping za 10 ojro jest nas w większości stać - to nawyki i przyzwyczajenia pozostały takie jak dawniej, że nam wszystko wolno i powinniśmy zawsze być traktowani w sposób specjalny.
Nie wszystkim tak zostało, ale niektórym tak.
My do Norwegii tez zabieramy jedzenie z Polski, bo jest dużo taniej. I nie uważam tego za wstyd.
Przecież nie kradniemy.
Raz nawet był kemping to na tym kempingu spaliśmy, choć akurat tam można się rozbić wszędzie, ale luksusy pt ciepła woda były silniejsze od nas;-)
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Nie o to żarcie przywożone z Polski chodzi a o kradzieże w marketach!
A teraz obrazek sprzed kilku tygodni: idę ulicą w mieście swym, widzę z daleka że koło kosza na śmiecie leży spory papier, nikomu nie wadzi. I leżałby tak spokojnie gdyby...nie przechodził Murzyn. Podniósł papier i wrzucił do kosza. Od kogo ja się muszę uczyć kultury??!!
...hmm...ten post powinienem chyba umieścić w humorze spoza szlaku![]()
...niema co śmieci zamiatać pod dywan i mówić,że niema problemu,jak jest...w każdej nacji znajdzie się jakaś czarna owca,ale...od lat znani jesteśmy z ,,kombinowania,, i tzw.,,załatwiania,,wszelkich spraw,a to niejednokrotnie nie idzie w parze z prawem...fakt,po mału to się zmienia na plus,choć pewnie jeszcze musi zejść jedno pokolenie,z tym że młodzi chłoną od starszych wspomiane negatywne nawyki jak gąbka wodę i ciężko to idzie...
...ciągle w głowie mam słowa szefa z przed lat...,,pie.....rasa,, ...coś w tym jest.
Człowiek może wytrzymać tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)