Jeździłam trochę na "obcym" rowerze. Znalazłam się nad morzem w okolicach Gdańska na wyjeździe służbowym i nie było co robić wieczorami.
Wtedy w miejscowym domu wczasowym, gdzie byliśmy zakwaterowani pożyczyłam rower i popołudniami jeździłam sobie wzdłuż wybrzeża.
Był to jedyny rozsądny sposób spędzania czasu wolnego.
Ale nie wspominam tego specjalnie miło, rower był zdezelowany i jeździło mi się na nim źle. Poza tym - co jest dość zasadnicze, miał zupełnie inaczej ustawione hamulce, niż ja jestem przyzwyczajona. Mało nie fiknęłam przez kierownicę.



Odpowiedz z cytatem
Zakładki