Miałem to samo tydzień temu, kiedy wybraliśmy się na wycieczkę rowerową (zresztą do Oławy). Na pięciokilometrowym odcinku z Siechnic do Kotowic poczułem się jak w Amazonii - upał, wilgoć i wszechobecne błoto; na śródleśnej drodze kałuże ciągnęły się tak samo jak na jednym z Twoich zdjęć (za to odkryliśmy tam wspaniałe leśne jeziorko, urok miejsca psuła tylko największa ilość komarów, jaką w życiu widziałem i słyszałem). Kiedy już dotarliśmy na dworzec kolejowy w Oławie (wracaliśmy pociągiem) pod spojrzeniami miejscowych czuliśmy się jak turyści w ukraińskich Karpatach - na widok ubłoconych od stóp do głów rowerzystów ich wzrok wyrażał zarówno zdziwienie jak i politowanie
.




Odpowiedz z cytatem