To jest dokładnie ta sama trasa, jaką pokonaliśmy w zeszłym tygodniu na rowerze! Możecie śmiało tamtędy jechać. Trasa jest przejezdna mimo wybudowania obwodnicy , trzeba po prostu z tej drogi płytowej na wysokości Siechnic wjechać na nową obwodnicę, aby za chwilę z niej zjechać do Blizanowic (to ta wioska popegeerowska na jednym z Waszych zdjęć - faktycznie można się tam poczuć jak na Ukrainie). Oczywiście najbardziej hardkorowy jest odcinek Kotowice - Siechnice (podziwiam Was za pokonanie go Skodusią!). Zresztą trzeba się spieszyć, żeby jeszcze w miarę spokojnie poznawać tamte tereny - to jeden z ostatnich jeszcze "niezagospodarowanych' i mniej znanych zakątków pod Wrocławiem. A są już plany, żeby utworzyć tam park "Międzyrzecza Odry i Oławy", a wiadomo co z takimi 'inwestycjami" się wiąże -zaraz pojawią się tam parkingi, ścieżki edukacyjne itp. a co za tym idzie większa niż dotychczas ilość spragnionych wypoczynku przy piwku na świezym powietrzu mieszczuchów.
Co do tego jeziorka, to w okolicach stacji PKP Kotowice jest ich kilka (w zasadzie są to starorzecza Odry). To, o którym pisałem, znajduje się tuż przy tej leśnej drodze zaraz za Kotowicami. Same Kotowice też wywarły na nas pozytywne wrażenie - wieś nie ma charakteru najbardziej powszechnej na polskich ziemiach "ulicówki', powstała bowiem pierwotnie raczej jako śródleśna osada na puszczańskim wyrębie, stąd budownictwo rozproszone (coś jak Białowieża, na szczęście bez czyhających takich jak tam zagrożeń), jest co prawda i tu trochę nowych domków, ale ze względu na rozproszenie zabudowy nie rzucają się aż tak w oczy. Generalnie na pewno tam jeszcze wrócimy, tym bardziej, że została nam do "odfajkowania' jeszcze jedna kotowicka "osobliwość" - świeżo wzniesiona (chyba przed dwoma laty) położona tuż nad Odrą wieża widokowa (ponoć fantastyczna panorama).
Także inne miejscowości na tej trasie są ciekawe chociażby ze względu na swoją historię. Na przykład Siedlce, znane z tego iż na początku XIX wieku miejscowy nauczyciel Baltazar Działas, na zlecenie późniejszego dytrektora Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, Jerzego Samuela Bandtkiego tu właśnie pracował nad tkz. "Słownikiem Oławskim", zwanym także "Słownikiem Gwary Dolnośląskiej' - dzięki niemu możemy dzisiaj poznać tą wymarłą gwarę okolic Wrocławia (dla ludzi zainteresowanych historią języka polskiego i dialektologią to nie lada gratka - zresztą słownik ten był bardzo ważnym argumentem w czasach, kiedy powstawał - jak łatwo się przekonać czytając to opracowanie, wbrew twierdzeniom ówczesnych władz pruskich, które gwarę tą określały jako jakiś tam sorbisch-wenedisch lub bochemisch-polnisch język ten był po prostu polskim, śląskim dialektem). Co ciekawe (ale smutne zarazem), nie jest znane miejsce pochówku Baltazara Działasa (przypuszcza się, że spoczął na cmentarzu przy nieistniejącym obecnie kościele ewangelickim w Siedlcach), a szkoda - pewnie warto by miejsce to odszukać i ustalić z całą pewnością, aby chociaż w ten symboliczny sposób uczcić pamięć tego zasłużonego dla historii języka polskiego, a prawie zapomnianego dziś człowieka.



Raz znalezlismy tam spalony wrak
Odpowiedz z cytatem