Tyle czasu upłynęło a ja wciąż wspominam smak wędzonego karpia, pierwszy raz miałem okazję taki rarytas spożywać i do dziś się oblizuję na myśl samą :)
ale po kolei nim dotarlismy do Nasicznego, Nadchaszczownik zabrał mnie do miejsca oznaczonego na mapie jako Maksymiszki. Na mapie Nadchaszczownika był tam zaznaczony krzyż a na mojej nie, a w realu? to właśnie było przedmiotem popołudniowej wycieczki.
dotarliśmy do końca baczne przetrząsajac okoliczne zarośla i łaki podmokłe
widoki były cudne a krzyża nie ma,lub się doskonale zamaskował.
sielanka nie mogła być jednak doskonała bo był tam ktoś jeszcze, jak doszliśmy do szlabanu usłyszeliśmy odgłos strzału.
Pojechaliśmy do Nasicznego a to co się tam działo Bazyl doskonale zilustrował utworem słowno muzycznym. Ja po krótkim przywitaniu, zdecydowanie dłużnej witam się z karpiem na stole,(ach był wspaniały) na szczęście było jeszcze wino które doprowadziło mnie do ogniska :).
Nazajutrz po uzupełnieniu wody i odpuszczeniu poszukiwanie jaskiń, jako że pierwsza osoba co wiedziała gdzie zniknęła o świecie , druga za nic nie dała się obudzić, trzecia spędziła dzień poprzedni na kolejnych bezowocnych poszukiwaniach, udaliśmy się w stronę Tarnawy. Po zabezpieczeniu pierogów w lodówce w pomieszczeniu zamykanym na klucz, jako że słoneczko nie żałowało promyczków
udaliśmy się nad potok, potem spojrzały drzewa wymownie i udaliśmy się stromo po górę.
a na górze oojjjjj warto było bo widoki cudne czekały
aż się chciało iść dalej więc czemu nie
czasem resztki śniegu były
potem potem był już wieczór i nagrody konkursy śpiewy znaczy był wspaniale :)


Odpowiedz z cytatem