Moje spotkanie miało miejsce w rejonie Magurycznego w końcu pażdziernika zeszłego roku. Poszedłem na grzyby i równocześnie spostrzegłem rydze i kątem oka jakieś zwierze. Pomyślałem że to łania i schyliłem się po rydze. Zwierze znów przemknęło ale coś nie pasował mi kolor do łani, wstałem i o rety... wilk! Ustawił się tak jakby pozował do fotografii.Niestety aparat miałem gdzieś w plecaku, wolałem mu się przyjrzeć, bo było to moje pierwsze takie spotkanie. Adrenalina pewnie mi się podniosła ale nie odczuwałem strachu lecz zachwyt. Pamiętam, że był modelowo ukontowany, duży,srebrzysto-szary,oświetlony przebijającym się przez mgłę słońcem. Tej nocy spadł pierwszy mokry śnieg i rano było dość ponuro, póżniej szybko topniał, kapało z drzew. W las poszedłem około ósmej rano a z wilkiem spotkaliśmy się po dziesiątej. Nie patrzył prosto na mnie, tylko powoli trochę skręcił łep w moją stronę. Zrozumiałem, że jestem na jego terenie więc postanowiłem wyjść z lasu potokiem, czyli ja pierwszy zszedłem wilkowi z oczu. Dość rażne wychodzenie zajęło mi około czterdzieści minut.


Odpowiedz z cytatem