Finiszowe hamowanie się odwleka, jakoś mi szkoda kończyć więc miast się do Rzeszowa zbliżać to się od niego oddalam

W pilnie niegdyś strzeżonym obiekcie

zjadłem jajecznicę, popiłem kawą, zrobiłem zapasy na dwa dni i rozpędziłem się na niebiesko.

Na początku było groźnie,


ale już po chwili las odciął mnie od cywilizacji.


Było troszkę mgliście, troszkę zielono,


sporo błota i dużo drzew. Jak to w lesie


A jak tylko las mnie wypuszczał to niebo drwiło z prognozy pogody (pełne zachmurzenie i deszcz).


Cmentarne krzyże wygrzewały się w słońcu,


a biało-czerwone słupki cierpliwie wskazywały drogę.


Drogę, na której końcu czekała Szopa, W Której Straszy!