Piwo się w końcu pojawiło i muszę przyznać, że warto było czekać! Od dawna nie piłem już na wędrówce, wysoko w górach piwa z butelki! Dziękuję! Pstrąga do piwa nie było, ale specjalnie mi go nie brakowało. Po konsumpcji zatopiliśmy się w kolorowy las


i wędrowaliśmy tak aż do Doliny, która jest na szczycie.


Tam też pojawiły się kłopoty orientacyjne. Nie, żebyśmy nie wiedzieli jak iść, ale ponownie uparliśmy się, że pójdziemy szlakiem. A co! Nie było to proste zadanie, łatwiej było znaleźć widoki w gęstym lesie


niż szlakowe szlaczki.


Nawet jak już widzieliśmy cel wędrówki


nie odpuściliśmy! Poszliśmy naokoło, jak szlak prowadzi. Prowadzi na mapie, bo w terenie go nie ma. Nie ma i szlus. Kawałeczek za jednym z najpiękniejszych dworców


zakończyliśmy wycieczkę. Szlaku niebieskiego w okolicy Łupkowa nie ma, ale my i tak nim przeszliśmy