Nie powinno się ulegać emocjom. Tak przynajmniej mądrzy i doświadczeni ludzie prawią. Nie powinno się, ale… zawsze jest jakieś „ale”. Nie jest wskazane np. czytanie niektórych książek, bo potem myśli krążą wokół czegoś, np. jakiegoś zwariowanego pomysłu. Po jednej z takich myślotwórczych pozycji zaczęło się – gadanie, czytanie kolejnych dłuższych i krótszych tekstów, przeglądanie zasobów Pana Intera i wreszcie - planowanie, aż do poziomu sprawdzania cen lotów do punktu A i alternatywnych połączeń do małej francuskiej miejscowości o pięknej nazwie Saint – Jean Pied de Port. Jak to zwykle z planami bywa, podobno niektóre nielicznym dają się realizować . U mnie bóg mamon pomógł zgasić plan w zarodku, podsuwając kalkulator strat wywołanych miesięczną nieobecnością.
Nic to – jak rzekła bohaterka pewnej książki. Trzeba dojrzeć do pewnych spraw, a tymczasem kolega i spiritus movens w jednej osobie nie odpuścił, bilet zamówił i po dwóch latach od wstępnych pogadanek zaczął odliczać szybko uciekające tygodnie i dzionki. Zdał też sobie sprawę z niedostatków kondycyjnych równie sporych po zimie, jak i po zasiedziałej jesieni. Czynił sugestie zbutowania bliższej lub dalszej okolicy, żeby się do 800 kilometrowej przebieżki przygotować.
Gdzieś na początku 2012 roku dowiedzieliśmy się, że zakręcony tematem piechur z sąsiedniego miasta zawziął się i wyznakował Via Regia – odcinek Camino na terenie Podkarpacia. Przekonał nawet lokalne władze do wydania mini przewodnika o tym odcinku szlaku.
I tak to właśnie pierwszej niedzieli marca, czekając, aż z gór spłynie białe utrapienie, ruszyliśmy jednodniowo w Drogę. Zimny wiatr i skłonność nieba do opadów podpowiadały inne pomysły na spędzenie niedzieli. Nie bardzo wierząc, że coś ciekawego można znaleźć w odległości 1góra 2 km od ruchliwej „czwórki”, wybraliśmy podrzeszowskie przedmieścia jako pierwszy odcinek – ot tak, bo blisko i łatwo dojechać. Gwoli ścisłości była to miejscowość o niezbyt dobrze brzmiącej nazwie – Bzianka.
Kto coś czytał o Camino, ten pewnie wie, co to Fisterra. My, przez zupełny przypadek, od niego zaczęliśmy.
f1.JPG
A potem:
- radość z pierwszej muszli; czy ten znak, to jakiś znak?
f2.jpg

- przez wsie i przysiółki,
f3.JPG
- jeźdźcy Apokalipsy,
f4.JPG
- skowrończe i ziębowe śpiewy /brak zdjęcia – śpiewy to trudny fotograficznie temat /,
- pagóry i doliny,
f5.JPGf9.JPGf6.JPG
- szyby gazowe,
f18.jpg
- kapliczki w lipowej obstawie,
f19.jpg
- prawie bieszczadzkie buki,
f12.JPG