25 marca 2012r. – kolejna niedziela z dobrą pogodą. Kolega ruszył już w podróż swojego życia, a ja postanowiłem kontynuować trening. Tym razem zaistniała potrzeba dotarcia autem do ostatnio odwiedzonego miejsca.
Przemknąłem chyłkiem obok kościoła o zamojsko wyglądającym frontonie,
f50.jpg

wśród współczesnych kapliczek
f51.jpg
droga wiodła do kompleksu leśnego poprzetykanego pojedynczymi domami i polami uprawnymi.
f52.JPGf55.JPGf56.jpg
Fałdy gruntowe nie pozwalały zapomnieć, że to pogórze.
Po poprzednim etapie wiele sobie obiecywałem, jeśli chodzi o ukształtowanie terenu i widoki, trochę dziegciu dano mi jednak na odcinku poprowadzonym asfaltową drogą przez rozrzuconą po pagórkach wieś. Jednak patrząc na to z perspektywy – całkiem smakowicie wyglądają obejścia domów w spokojny, rozgrzany, niedzielny dzionek – i te zdziwione spojrzenia „co się tak szlaja” - bezcenne.
f57.JPG
Dzięki lichemu oznakowaniu Szlaku można samemu wybrać najodpowiedniejsze przełazy, przejścia i ścieżki takie, co to nikt normalny nimi nie chadza. Gdy już znużenie twardym podłożem zaczęło się dawać we znaki, przewodnik nakazał skręcić w las – propozycja nie do odrzucenia. Na skraju podniszczone czasem i pogodą ławy intensywnie użytkowane, pewnie poprzedniego wieczora, i „gadżety” zachęcające, żeby znużony wędrowiec spoczął chwilę. Chleb i masło było, a butle wyssane ze szpiku. Oprócz posiłku biesiadnicy nie zapomnieli i o przyodziewku dla potrzebującego, a może jednak zapomnieli...
f61.JPGf60.JPG
Lasem trochę w dół, trochę w górę, obok rzadkiej urody jaru bukiem ocienionego.
f65.jpg
Zawilce szukały słońca i właściwej pozy
f63.JPG