Ukarana za coś brzoza wypłakiwała resztki soku,
f62.JPG
a zeszłoroczny liść szeleścił – załóżmy, że bez powodu.
f64.JPG
Wychynąwszy na otwarte przestrzenie, wpadam w sidła czarownego, opuszczonego, zapatrzonego w przeszłość obejścia z bajecznym starym sadem, rozbitymi ulami i… stertami śmieci.
f68.JPGf66.JPG
Dalej minimalne dylematy, która ścieżka najodpowiedniejsza.
f69.jpg
Wybór najprostszy z możliwych – trzeba się w dół do wsi zapuścić, żeby się na kolejną wierzchowinę wydobyć.
I znów wyszukanie nie tej co trzeba dróżki między domami sprawiło, że buty zaznajomiły się z pyłem kolein, pyłem miedz i oziminą. Warto było – widoki na wieś i to, skąd się przyszło, mimo mglistej zawiesiny, oczy i ducha radowały, wyłuskując z przestrzeni plany i detale.
f70.JPG
Za uprawnym polem las czekał i kusił jak zwykle.
f71.jpg
Najpierw czuja regulując, a później z pomocy słońca korzystając, dotarłem do właściwej drogi. Czytając wcześniej o zdarzeniach z II wojny światowej, które miały miejsce w tym rejonie, czekałem, co las zechce pokazać. I pokazał – ręką ludzką uczynione. Ładne miejsce na grzybobranie i śmierć.
f72.JPGf73.JPGf74.jpg