to jest oczywista oczywistość ale...ponieważ nie wiem jak ten mój upity łyk u źródła wpłynąłby na całe dorzecze, zlewisko i docelowo Morze Czarne...wolę się z planami nie ujawniać.
Chociaż...biorąc pod uwagę to, że don Enrico jest bardziej niefrasobliwy i swoje plany zaspokojenia pragnienia oznajmia głośno:
...w razie czego zrzucę winę na Niego
Don Enrico - masz jeszcze dwa tygodnie z lekkim okładem na realizację planu "wyrypy" zanim ja tam zawitam krokiem spacerowym
a kontynuując cytaty, ja też coś dorzucę:
"Z tyłu za drewnianymi domkami płynął Strwiąż, na brzegach zarośnięty łozami. Woda była czysta, ale brzegi niesamowicie zaśmiecone starymi wiadrami, dziurawymi garnkami i innymi odpadkami. Nad rzeką przerzucone były malowniczo dwa czy trzy linowe mostki - kładki z poręczami. Prowadziły na drugą stronę rzeki, gdzie pod stokiem Gromadzynia było kilka domów. Tędy też Żydzi ustrzyccy wchodzili na stromiznę, gdzie znajdował się, widoczny już z rynku, cmentarz żydowski." (Bolesław Baraniecki "Opowieści Leskie z pamięci i fotografii")
ja z przyjemnością przeczytam - jak zawsze - relację don Enrico. Znając mój "zapał" do pisania relacji moja pewnie nie powstanie.![]()



Odpowiedz z cytatem