ale wam zazdroszcze tego gluszca... a on nie uciekal przed wami ze takie fotki z bliska?? a moze byl wypchany??![]()
ale wam zazdroszcze tego gluszca... a on nie uciekal przed wami ze takie fotki z bliska?? a moze byl wypchany??![]()
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Ostro!
Ale serio nie uciekał???
w sumie dlaczego?myślałam, że one są bardzo płochliwe.
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
moze mial wscieklizne.....
"There is no such thing like too much snow" - Doug Coombs
Ostatnio edytowane przez Wojtek Pysz ; 11-05-2012 o 10:01
Obydwoje z Bazylem zaobserwowaliśmy, że bardziej niż ludźmi, był zainteresowany aparatami. Moim zdaniem przyciągał go dźwięk migawki - w pewnym stopniu przypominał "klekot" głuszca, który słychać na filmikach i ilekroć robiłam zdjęcie, ptaszysko było mną jakby bardziej zainteresowane. Bazyl twierdzi, że nasz nowy kolega mógł mieć osobowość narcystyczną i odczuwać przyjemność z przyglądania się swojemu odbiciu w obiektywie
Tak czy inaczej, naprawdę się nas nie bał i nie uciekał.
Z tego co widzę, nikt nie napisał jak my w ogóle go znaleźliśmy... bo to on znalazł nas.
Czwarty dzień wędrówki był dla mnie najgorszy. Celowo nie używam liczby mnogiej, bo panowie szli jak czołgi, w ogóle nie zważając na wiatrołomy, lejące się z nieba słońce, 20-30 kilo na plecach i niedobór wody w organiźmie. Oprócz ogólnego zmęczenia wywołanego trzema intensywnymi dniami wędrówki w spiekocie, bolały jeszcze stopy, nie przyzwyczajone do takiego obciążenia.
Przyszedł jednak moment, około godziny 15, kiedy i oni zadali sobie pytanie o sens dalszej wędrówki tego dnia. Postanowiliśmy zrobić dłuższą przerwę na posiłek i rozważenie, czy wchodzimy na Popadię, czy wrzucamy na luz i zbieramy siły na następny dzień. Decyzja odwlekała się z chwili na chwilę. Nikt chyba nie chciał przyznać się do tego że jest zmęczony i woli odpocząć niż iść dalej. Bartolomeo pałaszował zupkę, Bazyl kroił cebulę, ja postanowiłam się zdrzemnąć, a Wojtek... Wojtek poszedł na spacer po okolicy. Tak, wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że ten człowiek w ogóle się nie męczy. Nie wiem ile minęło, może 20 minut, może 30. Obudził mnie radosny komunikat Wojtka: "GOŚCIA WAM PROWADZĘ! Zobaczcie, coś takiego dużego za mną idzie i cały czas coś do mnie mówi ale ja nie rozumiem" i naszym oczom ukazała się wielka czarna kura, w dodatku rzeczywiście strasznie rozgadana. Bazy złapał aparat, jednym susem wskoczył w krzaki i tyle go widzieliśmy. Bartek dalej pałaszował zupkę, a ja wróciłam do leniuchowania. Tak oto ptaszysko podjęło za nas decyzję - bez Bazyla przecież nie mogliśmy iść dalej :)
ziemniaczki z kurką i to wodną - no nieźle się Wam powodziło na tym górowym majowaniuA poważnie - tego ptasiora zazdroszczę - przystojniak niezły. A po relacji znów zamarzyły mi się Gorgany - tylko albo z full śniegiem, albo całkiem bez... Motywacja do zrobienia paszportu...
Tak...zapewne było pięknie i strasznie zarazem, ale najważniejsze, że wrócili, bo cała wyprawa przypomina mi pewien film grozy - „Piknik pod wiszącą skałą”. Uczestnicy byli skrajnie odwodnieni i wymęczeni, zaś ich wspomnienia pozostały mgliste. Niektórym wydawało się, że niosą plecak ważący 20 a nawet 30kg, innym zaś, że nieśli ledwie ¼ tego ciężaru. Wojtek ze zmęczenia nie mógł usiąść, Mamcia straciła pion razem z poczuciem czasu, Bazyl ćwiartował cebulę, żeby usprawiedliwić łzy cieknące po brudnych spodniach. Bartolomeo zaś, stracił poczucie rzeczywistości i głuchy na wszystko wywijał łyżką. Czy jadł i co jadł pozostanie tajemnicą. Mamcia twierdzi, że była to zupka, Bartolomeo idzie w zaparte, że ziemniaczki, po czym szelmowsko puszcza oko, że była to jednak kurka wodna. Tu historia staje się jeszcze bardziej zagmatwana, bo za Wojtkiem COŚ przyszło do obozu, ale wersje wędrowców są różne:
Zamieszczone przez Mamcia DwaChmiele
To COŚ przybierało wiele postaci, mamiło i zwodziło...i naszym oczom ukazała się wielka czarna kura
Nie dowiemy czy atakowało czy było atakowane...
Bazyl twierdzi, że nasz nowy kolega mógł mieć osobowość narcystycznąTak czy inaczej, naprawdę się nas nie bał i nie uciekał.Z tego co widzę, nikt nie napisał jak my w ogóle go znaleźliśmy... bo to on znalazł nas.Naprawdę, cieszę się, że znów widzę na łonie forum całą ekipę w szczytowej formie: modów, eksperta i kronikarzaTak oto ptaszysko podjęło za nas decyzję (...)![]()
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)