Pierwszy dzień, czyli jakoś trzeba dojechać.
Zbiórka całej załogi tym razem w Jarosławiu. Jedziemy przez przejście graniczne w Korczowej. Wybór był trafny, przekroczenie granicy nie zajęło więcej, niż pół godziny. Droga przez Janów (Iwano-Frankowe) gładziutka, jak nie na Ukrainie. Za Lwowem pierwszy przystanek we wsi Hodowica, by zobaczyć zrujnowany, późnobarokowy kościół – póki jeszcze jest co zobaczyć. Następne przystanki to cmentarz w Rozwadowie, Rynek i katedra NMP w Stryju oraz bar w Rożniatowie. Za Perehińskiem droga zaczyna mocno dziurawieć, powyżej Jasienia składa się wyłącznie z dziur, poprzetykanych miejscami płatami asfaltu. Od czasu do czasu trzeba ustąpić naturalnego pierwszeństwa pędzącemu, kilkudziesięciotonowemu gruzowikowi z drewnem. W Osmołodzie szybko trafiamy do Wiktora, który jest tutaj jednoosobową grupą ratownictwa górskiego a w swoim domu wraz z żoną, Julią prowadzi schronisko.
Z pierwszego dnia niewiele, bo był mało górski.
IMG_5390.JPG IMG_5371.jpg d1_1_120507161018.jpg IMG_5405.JPG d1_2_120507161037.jpg
d1_4_120507161107.jpg d1_3_120507161051.jpg IMG_5455.JPG IMG_5445.JPG


Odpowiedz z cytatem
