Pierwsza mołdawska wioska ktora ukazuje sie naszym oczom jest Coseuti. Znana jest z obrobki piaskowca wydobywanego w pobliskich kamieniolomach. Istnieje tu sporo kamieniarskich zakladow, ktore jak przed laty wyrabiaja krzyze, pomniki i płyty. Dzwiek szlifierek i pył przesiany sloncem dlugo bedzie sie nam kojarzyl z ta miejscowoscia.



Od pierwszego wejrzenia Mołdawia jawi sie nam jako kraj tysiecy studni. Wystepuja one wszedzie i stadami. I zupelnie inaczej niz w Polsce czy na Ukrainie gdzie studnia stoi za plotem, w obejsciu. Tu studnie stoja przy drodze, kazdy strudzony wedrowiec moze sie napic czy ochlodzic. Wiele z nich jest bogato zdobionych, niektore przypominaja wrecz cerkwie czy kapliczki, wisza na nich swiete obrazy czy wogole sa zamkniete w mini domkach ozdobionych przez miejscowych twórcow ludowych. Do konca wyjazdu studnia jest elementem codziennego krajobrazu.











Nawet na glownych szosach taki znak drogowy ,informujacy o obecnosci studni przy drodze, nie jest rzadkoscia.



W miescie Soroki odnajdujemy twierdze. Zamek jest pelen rozwrzeszczanych szkolnych wycieczek. Jakas dziewczynka prosi by zrobic sobie z nia zdjecie.. Noz coz... Bede wystepowac na mołdawskim facebooku w charakterze bialego niedzwiedzia Upał powoduje ze sporo czasu spedzamy przy zamkowej studni.





Zamku pilnuje nawet sympatyczny facet, ktory cieszy sie, ze przyjechalismy, mowi ze lubi Polakow, podkresla ze za polskich rzadow powstalo na Ukrainie wiele pieknych twierdz. Gosc ma tez jakas nieprzebrana ochote wywolania ostrej dyskusji historycznej bo przyprowadza dwie młode Ukrainki z Zaporoża i dalej opowiada cos ze dawniej Polska konczyla sie za Dnieprem i rzadzili tam magnaci wiec panowal porzadek i ład. I ze nawet za Dnieprem sa polskie ziemie. Jedna z Ukrainek zaczyna sie burzyc, ze przeciez niejeden ukrainski magnat byl ponoc bogatszy od polskiego krola. Nie mam ochoty brac udzialu w tej dziwnej rozmowie.. Chetnie bym im powiedziala ze wcale nie identyfikuje sie z zadnymi magnatami, niezaleznie z jakiego kraju pochodza..

Zagladamy tez do dzielnicy cyganskiej. Wokol stoi sporo niedokonczonych willi, niektore wielkie i wystawne jak palace. Bogato zdobione domy i bramy przeplataja sie z pylistymi drogami, rozrzuconym zlomem i platanina drutów. W cieniu zloconych kopul stoja drewniane sławojki.







Zagladamy z Grzesiem do knajpki ktora z zewnatrz przypomina lokalna spelunke, ale w srodku nie ma piwa ani jedzenia- tylko miejscowe dzieciaki graja na automatach. Spotykamy tez dziewczynke z kurczetami w pudelku




W Orhei probujemy znalezc jakas knajpe. Wszyscy miejscowi polecaja paskudnie wyremontowana i ociekająca nowoscia pizzerie.. Malo sympatyczny wyglad miejsca szybko zostaje zrekompensowany miła obsluga i smacznym zarciem. Zjadamy m.in. pizze z bryndza i prawdziwa mołdawska mamałyge ktora przypomina mi w smaku kasze jaglaną. Jest tez moje ulubione piwo Stary Mielnik. Kolejnego dnia gdy tu zagladamy to dostajemy od wlasciciela w prezencie miske marynowanych pomidorow. Nigdy nie jadlam czegos podobnego, ale bylo wyjatkowo pyszne!