Kolejnym punktem programu jest Styrcza- polska wieś. Na miejscu spotykamy zakonnice, ktora prowadzi nas do lokalnego przedszkola. Lilka jest zachwycona, od razu biegnie do dzieci i ochoczo zaczyna cos wyklejac z plasteliny. Acz dosyc malo mowia tu po polsku. Zakonnica opowiada nam o ciekawym miejscu na Ukrainie- Ljedowie, gdzie ponoc jest dziki monastyr, cos na ksztalt tych mołdawskich ale zupelnie zapomniany.. Ljedowo, Zagniotków, Busza... Duzo zostalo do pozwiedzania tych ukrainskich jarow!!
Ada dostaje od zakonnicy ogromny sloik marynowanych pomidorow. Dostajemy tez przepis na ich przyrzadzanie.
Ostatnio maja tu chyba przesyt odwiedzajacych ich Polakow- jakos niedawno mieli wizyte szescdziesieciu motocyklistow
Chłopaki pomagają rumuńskiemu ksiedzu wniesc organy do koscioła, w zamian za pomoc dostaja 5 litrow piwa..
W Bielcach odwiedzamy stare lotnisko, pelne samolotow i helikopterow ktore chyba juz nigdzie nie poleca... Czesc z azurowymi skrzydlami, kolami wrosnietymi w trawe.. Ponoc kiedys lataly nawet do Afryki..
Robi wrazenie napis "Aerofłot" przemalowany na "Air Mołdova".. Czy zmiana tego napisu byla poczatkiem konca dla tego lotniska?
Granice przekraczamy w Crivie gdzie dowiadujemy sie od mołdawskich celnikow, ze norma na tej granicy na wino nie jest taka jak w Polsce czyli 4 litry na glowe tylko o polowe mniejsza... A my mamy przekroczone nawet te polskie normy.. No i ze Ukraincy na bank nas z tym nie wpuszcza... Kurde.. co tu zrobic? Przez Rumunie wracac? za daleko... Oczyma wyobrazni juz widze jak kazdy z naszej ekipy siedzi na srodku przejscia graniczne i wypija duszkiem nadmiarowe wino.. albo dwa... no bo przeciez nie wylejemy ani nie oddamy jak nam znajda kontrabande... Upychamy wino w spiwory, karimaty, namioty, pod fotele...
Jakis mlody celnik pokazuje nam stolik i kaze na niego wylozyc wszystkie bagaze do kontroli... No to pieknie.. W tym samym czasie inny podnosi dwa identyczne spiwory z naszego bagaznika- jeden lekki a drugi ciezki i kanciaty jak szlag.. Na tym etapie pojawia sie jakis starszy koles, mowi "zostawcie ich", macha reka i oddaje paszporty... Jestesmy na Ukrainie!!!!! :))))))
Za Czerniowcami zjadamy jeden z najpyszniejszych bulionow jakie jadłam w zyciu. Chyba cala kure tam wsadzili
Na nocleg zatrzymujemy sie nad Prutem w Sniatynie pod zruinowanym mostem.
Zjezdzamy mocno w dół blotnista droga.. Znad Karpat nadciagaja burze i mamy spore obawy, ze jak zacznie lac to droga rozmięknie jeszcze bardziej i skodusia jutro nie wyjedzie...
Stwierdzenie "spac pod mostem" nabiera nowego wymiaru :))
W Chyrowie udaje mi sie nabyc pyszne wędzone rybki. Niektore z nich sa pełne kawioru!!! Ja bym sie chyba jednak mogla odzywiac samymi rybami!
Granice w Kroscienku dla rownowagi pokonujemy w 15 min. Srednia na tym wyjezdzie mamy w porzadku
Na ostatni nocleg zatrzymujemy w forcie Łuczyce koło Przemysla, gdzie spotykamy sie z dwoma ekipami bunkrowcow wracajacych z Ukrainy. Chris, Biker, Shinji i Osa wracaja z kałuskich kopalń a Mateusz, Jacek i ich kolega z Czarnohory i Gorganów. Jest ognisko, dzielenie sie wspomnieniami i degustacje sporych zapasow..
Kolejny dzien wstaje duszny i burzowy.. Dluga droge do domu z Przemysla urozmaicaja nam malownicze chmury i gwałtowne zlewy połaczone z gradobiciem.
Koło Zakliczyna wpadamy na rondzie w korek po horyzont... Nie wiem co sie stalo, ale szybko zjezdzamy w przeciwnym kierunku.. Widac los tak chcial abysmy na koniec wyprawy odwiedzili kolejny prom do kolekcji- malutki prom koło Czchowa na Dunajcu
Do Mołdawii trzeba wrocic.. To był praktycznie krotki rekonesans.. Pozwalajacy stwierdzic ze to zarabisty kraj, jeszcze niespaskudzony przez komerche.. W tym roku chyba juz sie nie uda .. Ale moze za rok? koniecznie tak na dwa, trzy tygodnie... na spokojnie, bez pospiechu.. W koncu widzielismy tylko maly kawalek pólnocnej czesci.. A gdzie Naddniestrze, gdzie Gagauzja? Trzeba by tez wejsc na najwyzszy szczyt Mołdawii- Balanesti- 428 m. np.p.m
Jako ze nie mozna naraz przewiezc duzo wina- to znak ze trzeba tam jezdzic czesciej![]()

















Odpowiedz z cytatem