Dzień 2
Otwieram oczy, zerkam przed namiot, las we mgle ale widać że słońce walczy z chmurami. Będzie dobrze. Kolejna porcja Michałowych smakołyków na śniadanie, pakowanie maneli i w drogę. Michał szczęśliwy bo 5 kg mniej w plecaku. Po 10 minutach dochodzimy do trawiastego siodełka ze źródełkiem, ech wczorajsze lenistwo nie popłaciło :)
W końcu pojawiają się pierwsze widoki.



Kawałek dalej mijamy spalony las.



Sporo takich miejsc na tym wyjeździe mijamy, niektóre były całkiem ciepłe jeszcze.
Po ostrym zejściu, wąską błotnistą zarośniętą ścieżką docieramy do połoninki z widokiem na właściwe połoniny.



Po drodze widoczki na różne bieszczadzkie pipanty.



W końcu ukazał się widok na nasze polskie Bieszczady.



Wdrapujemy się na pierwszy wierzchołek połoniny: Drohobycki Kamień. Odtąd widoki mamy już maksymalne.
Widok na naszą przyszłą drogę grzbietem dawnej polskiej granicy. Po prawej majaczą Ostra Hora, Połonina Równa i Lutańska Holica.



Rzut okiem za siebie przez teleobiektyw na Tarnicę, pewnie zatłoczoną niemiłosiernie a my mamy połoniny dla siebie :)



I tak sobie idziemy po łąkach, słoneczko świeci, raz górka raz dołek.



Zaczynamy czuć kilometry w nogach, czas szukać miejsca na biwak, padło na siodełko przed Starostyną. Jest woda jest dobrze.



Jeszcze jedno spojrzenie w stronę polskich Bieszczadów.



Reszta dnia spędzona na konsumpcji, leżakowaniu, fotografowaniu, sączeniu alkoholu....jest dobrzeeeee :D



Zapada zmrok, gapimy się jeszcze trochę w niebo i w końcu zmęczenie daje o sobie znać. Czas w kimę.



C.D.N.