Dzień 4

kolejny piękny ranek. Ewakuuję się z namiotu przed świtem.



Słodziutka jak landrynka fotka.



Nieopodal namiotów szumi sobie potoczek.



Budzi się reszta ekipy, poranne czynności wykonane, graty spakowane, czas w drogę. Tym razem jesteśmy ubrani "na beduina" od stóp do głów. Znowu praży...



Do Pikuja jeszcze kawałeczek...



Od czasu do czasu malownicze skałki...



Już za chwileczkę, już za momencik... W tle majaczy Borżawa.



Tadam, Najwyższy szczyt Bieszczadów, Pikuj 1408 m n.p.m, zdobyty.



Dojście z Sianek na Pikuja, naszym niezbyt szybkim leniwym tempem, głównym grzbietem karpackim (30+ km) zajęło nam około 3 doby. Spotkanych osób: zero. Trzy dni połonin tylko dla nas.
Mieliśmy w planach przeskoczyć teraz na Połoninę Równą ale jednogłośnie zmieniamy plan na szlak wioskowo-pagórkowy. Schodzimy na północ do wsi Husne.



Aby do lasu, cienia nam trzeba...



W połowie drogi w dół spotykamy pierwszych "turystów", ukraińska wycieczka szkolna na Pikuja.
W końcu jesteśmy w dolinie.



Pojawiają się pierwsze zabudowania, czujemy już zapach zimnego piwa.



W końcu docieramy do pierwszego sklepu.Kocham ten moment na wędrówkach gdy piwo smakuje jak nigdy. Siedzimy, pijemy piwo, gadamy z mieszkańcami... W końcu pytamy o nocleg. Na kwaterę prowadzą nas dwie dziewczynki.



Kwaterę mamy nie byle jaką. Jest dokładnie taka jaką lubię. Mamy piec...



...i nawet dwa telewizory oraz magnetofon.



Zrzucamy klamoty i wracamy do centrum kultury i rozrywki czyli pod sklep. Ciąg dalszy integracji z mieszkańcami, wyżerki i alkoholu :)





...i tak do wieczora. Powrót na kwaterę w dobrych humorach
Spać.

C.D.N.