hm...
mam co roku podobne odczucia po każdym pobycie i powrocie do domu!

Bo to jest tak: nareszcie przychodzi ten upragniony dzień wyjazdu, drobne 500-600km drogi do przebycia. Wreszcie jestem, przede mną kilka dni, plany wedrówek czekaja na realizację. Na miejscu okazuje się, że tu już byłem , ale chciąłbym to raz jeszcze zobaczyć.Tam bym poszedł , ale po drodze zmieniłem plany i poszedłem gdzieś indziej. Czas przemija bezpowotnie i trzeba wracać.
W domu siadam przed monitorem i czytam, że gdzieś tam, ktoś był, i ja byłem nie daleko, a z drugiej strony góry było tak cudownie!!!!!
Sam o sobie mówię później, że mam " syndrom Kubusia Puchatka ", który zawsze obiecuje sobie, że spróbuje następnym razem innego miodu, ale zawsze zaczyna od tej samej beczółki i na inną w jego brzuszku już nie ma miejsca.

hmmm.... i do kogo mam mieć żal ??..... skoro Puchatkowe małe co nieco jest silniejsze .... hmmm..

byle do czerwca, a po powrocie ...??????

pozdroowka