Wychodzimy pod górę Berlaska, a chmurki nie chcą się rozwiać. Gdzieś poniżej grzbietu słychać dzwoneczki a w naszym kierunku zbliża się owczarek i coś do nas szczeka. Potem drugi. Gdy już ich było siedem, otoczyły nas półkolem, zaganiając w stronę dzwoneczków. Zasłaniamy się na wszelki wypadek rowerami i czekamy, aż im się znudzi szczekanie. Oprócz szczekania nie robią nam nic złego, ale bardzo przyjemne to nie jest. O wyciągnięciu aparatu jakoś nikt nie pomyślał.
40 minut później, na grzbiecie Szasa. Chmurek zrobiło się jakby więcej.
Kolejne miejsce wygląda podobnie, ale to jest zupełnie inne miejsce. Jesteśmy już na czerwonym szlaku na grzbiecie głównym.
To też jest zupełnie inne miejsce. Jesteśmy pod Trojaską nad jeziorkiem Apszyniec, gdzie planowany jest nocleg. Odkładamy rowery i próbujemy znaleźć jeziorko.


Odpowiedz z cytatem