Miejsca, przez które jechaliśmy, też uważamy za bliskie. Ta relacja, to jakieś okruchy wrażeń, i tak pewnie już jest za długa. Ale pisząc ją, odbywałem tę wędrówkę po raz trzeci (pierwszy raz było palcem po mapie przy planowaniu, drugi raz w "realu").
No to powoli czas kończyć. Kończy się piąty dzień. Na strażnicy w Szybenem pan żołnierz pyta, skąd jedziemy i jaka jest nasza marszruta. Jakoś nie trafia do niego, że chcemy dzisiaj po prostu przespać się w Szybenem. Kontaktuje się z dowódcą. Protestuje, gdy widzi aparat fotograficzny, bo to obiekt wojskowy. Przychodzi pan dowódca, załapuje, że nie chcemy się przedzierać przez granicę, tylko zanocować we wsi. Pomaga - w porozumieniu ze sprzedawczynią z pobliskiego sklepu - trafić na jakiś nocleg. Dostajemy skierowanie do Marii Wasylewny Filipczuk, do której się udajemy.



Odpowiedz z cytatem