Rano na szczescie psow juz nie ma. Rozpalamy ognisko, dojadamy resztki z kolacji.





Okazalo sie, ze nie tylko ja przynioslam łupy z opuszczonego domu. Grzes i eco wyciagaja kapuste, kompot i marynowane grzybki. Moje ogorki sa niestety dosyc przekiszone, ale wisniowy napoj i grzybki sa po prostu przepyszne. Acz nie wiem czy to obiektywny smak- czy klimat i aromat miejsca zaklęty w te oplecione pajeczynami sloiki o mocno juz zardzewialych wieczkach?





Michał znajduje na strychu stary list. Pisze go matka, ktora wyjechala za chlebem do Ameryki. Pracuje tam na czarno w sklepie z odzieża uzywana i sprzetem AGD. Przysyla dwom synom dolary w listach, ale niestety dosc czesto pieniadze giną gdzies na trasie. W liscie stara sie rozdysponowac ktory syn ma dostac ile kasy i na co ja wydac. Nigdy nie widzialam jeszcze tylu bledow ortograficznych np. zeby ktos napisal "fczoraj". Data listu jest zatarta.. Ale musi tu lezec juz ponad 18 lat...

Idziemy przez kolejne wioski i przysiólki, przewaznie widzimy domy gdzies daleko, pod lasem, za polem, albo za wzgorzem stercza tylko dachy i kominy.
Kierujac sie na Mikielewszczyzne schodzimy z oznaczonych drog na lesna sciezke. Kawalek dalej wpadamy prawie na opuszczony dom! Jest tak zarosniety wszelakim zielskiem, że ze sciezki, z odleglosci 5 metrow wogole go nie widac.



Wnetrze dosyc wypatroszone, rozbity piec, rozwleczone domowe sprzety. Prawdziwe skarby odnajdujemy na strychu. Tu czas zatrzymal sie 40 lat temu. Znajdujemy zeszyty szkolne z lat 70 tych, listy z tego okresu, ksiazki, gazet i czasopisma..
Kilka egzemplarzy Trybuny Ludu, ktora nieswiadoma niczego przetrwala zmiany ustrojowe na cichym podlaskim strychu.



Zeszyty szkolne Henia z 72 roku i pracowicie rozwiazane rownania. Ciekawe co dostal ze sprawdzianu? Gdzie chodzil do szkoly? chyba zima musialo zasypywac ta chalupke prawie po dach? czy zawsze zima chodzil do szkoly? Pewnie mala wiejska szkola teraz juz zarasta krzewami podobnie jak ta chatynka.. A moze dojezdzal gdzies dalej autobusem? Ciekawe co teraz robi ten gosciu? czy zajrzy czasami tu do tych lasow gdzie spedzil dziecinstwo?



Obok pelen emocji list.. Zapewne Ania, Zosia i Janek w najsmielszych snach nie przypuszczaja, ze po 40 latach ktos wspomni ich imiona w relacji..





Brnac po pas w pokrzywach mam wrazenie ze zagdakala gdzies kura, zaskrzypial łancuch wiadra przy studni, odezwala sie krowa a w domu zaplakalo dziecko.. Nie.. To tylko drzewo ociera sie konarem o lekko zapadniety dach.. tylko czemu? przeciez wogole nie ma wiatru....

Nasze drogi wija sie wsrod pol.





Grzes zostaje z tylu- i jak zwykle brak pospiechu popłaca! Widzial przechodzacego przez droge łosia! Nawet mu fotke zrobil! Buuuu!! a ja jeszcze nigdy nie widzialam łosia... I po co tak gnalam do przodu??

W wiosce Podsutki witaja nas drewniane chalupki i brukowana droga. Prawie z kazdego domu ktos wychodzi aby nam sie przyjrzec, pogadac, wskazac dalsza droge..












Czesc domow chyli sie juz ku ziemi wspominajac dawnych mieszkancow. W tej chalupce mieszkala chyba bardzo pobozna babcia. Wszedzie duzo swietych obrazow, krzyzy, medalikow na szyje.. Chyba w ostatniej chwili zdazylam zwiedzic ten dom..