Dzień 2 cd

Przed ukraińską granicą łapie kapcia. Nie powinno się to stać, bo mam drogie opony antyprzebiciowe, ale stało się to z mojej winy. Jeszcze w Polsce wiedziałem, że w oponie jest małe pęknięcie, ale zlekceważyłem to. Pech chciał, że w to pęknięcie wbił się ostry kamyk, który przebił oponę i dętkę. Po przerwie technicznej ruszam do bliskiego już przejścia słowacko-ukraińskiego w miejscowości Velke Slemence. Jest to przejście dla pieszych i rowerzystów. Nie miejscu pusto, ukraiński celnik bardzo miły, nie zagląda do sakw. Pyta z ciekawości skąd i dokąd jadę a na to, że dziś przejechałem 100 km stwierdza, że mam kiepską maszine. Przejście graniczne Velke Slemence - Mali Selmenci, jest najmłodsze z przejść słowacko-ukraińskich. Tamtejsza granica została wytyczona w 1946 roku przez środek wsi, co doprowadziło do wielu ludzkich dramatów. Powstał o tym nawet film. Link do trailera o filmie: http://www.youtube.com/watch?v=h-dYVp4WWQM Kiedyś już ktoś go zapodał na forum. Samo przejście przyozdobione jest bramą, która przypomina mi bramy marmaroskie czy szeklerskie. Wjeżdżam na Ukrainę i coś mi od razu nie pasuje. Przez Mali Selmenci jest bardzo dobra droga, zero dziur! Aż nie wierzę, że jestem na Ukrainie, ale krowy na środku drogi i ukraińskie przystanki przywołują mnie do rzeczywistości.
DSCF2579.jpgDSCF2581.jpgDSCF2580.jpgDSCF2582.jpg

W miejscowości Sjurte podchodzi do mnie mężczyzna na bosaka i zaprasza mnie na obiad do jego restauracji 100m dalej. Proponuje też nocleg, wszystko za darmo. Jakoś mu nie wierzę, nie chce skorzystać z okazji i ruszam dalej, ale chłop jest nachalny, mija mnie za chwile samochodem, coś krzyczy, ale skręca w boczną drogę. Ze Sjurte jadę ruchliwą szosą M06 w stronę Użgorodu a potem na Mukaczewo, gdzie już jest dwupasmówka. W Barvinoku zjeżdżam na polną drogę prowadzącą do lasu, gdzie znajduje miejsce na nocleg. Rozbijanie namiotu, kolacja, kąpiel w litrze wody nie przebiegają spokojnie, bo atakują mnie chmary komarów. W Polsce ich jeszcze w tym roku nie widziałem, więc nie wziąłem żadnych anty komarowych środków, czego bardzo żałuję a ślady ich ugryzień na rękach i nogach mam jeszcze pisząc teraz te słowa, czyli tydzień po tamtym noclegu.