Zbyszku, cieszę się, że się podoba. Tak na prawdę to takich miejsc jest cała masa. Myślę, że to nie jest kwestia danych miejsc ale punktu patrzenia ludzi, którzy po nich chodzą. Dam sobie rękę uciąć, że cała masa ludzi nie zobaczy w nich nic nadzwyczajnego, ot zwykła sterta kamieni czy pagórków. Pamiętam, gdy pierwszy raz wybrałam się na spacer po starych Prełukach, gdzie znalazłam dziesiątki fantastycznych rzeczy, pozostałości -fragmentów murków, fundamentów, piwniczek, studni, schodów itp itd. Wróciłam do domu cała oszołomiona i chciałam bardzo z kimś podzielić się moim odkryciem. Podzieliłam się i bardzo tego żałuję... Bowiem zostałam potraktowana jak jakaś bardzo dziwna osoba," którą fascynuje kawałek kamienia a przecież to nic nadzwyczajnego, ot zwykła sterta kamieni, więc nad czym ja się tak podniecam?" (to jest cytat). To wszystko jest tylko kwestią spojrzenia osób a nie miejsc samych w sobie. Ludzie oczekują Bóg wie czego i czasami mam spore obawy zabierać kogoś (przypadkowe osoby) na swoje spacery, bo to wiąże się tylko z nudą i narzekaniem (że daleko, że pod górę, że na czworaka, że bez rewelacji). Dlatego dla świętego spokoju chodzę sama. Z tego właśnie powodu nie chcę umieszczać swoich relacji na stronie Chaty (choć mnie o to proszono), bo wiem, że cała masa przypadkowych ludzi będzie oczekiwała potem Bóg wie czego w okolicy -a to przecież jest TYLKO sterta zwykłych kamieni.
Żeby było ciekawiej, dziś idąc do sklepu do Komańczy górami wybrałam się jeszcze inną trasą. Najpierw wejście na szczyt GSB a później odbitka ze szlaku. I wiesz co? I właśnie poczułam się dokładnie tak, jak zacytowałeś powyżej. Znów to samo!!! Znów magiczna rzeźba terenu, wiele malutkich pagórków, które sprawiały, że ten las wyglądał tak prześlicznie a "droga" moja tak falowała -lekko pod górę, lekko na dół. Trochę podobne miejsce jak to osuwisko na wypłaszczeniu (tylko nie kamieniste). A tam tyle okazów pięknych roślin, kwiatów!! Śledziennice skrętolistne, zawilce, złoć żółta, nawet kaczeniec się znalazł, lepieżniki białe, masa pierwiosnków lekarskich, przekwitłe już wilczełyko, oczywiście masa żywców gruczołowatych i podbiał pospolity. I jeszcze takie malutkie niebieskie oraz takie prześliczne niebiesko-fioletowo-różowe (nazwę dzisiaj poszukam w atlasie bo to najbardziej niedawna roślina i jeszcze nie znam jej nazwy). I to wszystko w lesie!!! W tym lesie, w który od listopada przeszłam już dziesiątki razy (1-2 razy na tydzień) i dopiero teraz je odkryłam!!! Można 20 razy iść danym lasem i dopiero za 21 razem znajdziesz coś zupełnie nowego. Takich miejsc jest cała masa, to tylko kwestia spojrzenia.
"Przecież ustalenie swojego miejsca stania w lesie, gdzie trudno o jakieś konkretne punkty odniesienia, to jest wyzwanie tylko dla fachowców z terenoznawstwa."
-mapą i busolą to każdy głupi potrafi (pod warunkiem, że nie jest na Hruniu :D). Faktycznie, mam coś takiego, co jest dla mnie oczywiste, że nawet jak pójdę w nowe miejsce, bez żadnych ścieżek, to jestem ci w stanie palcem na ziemi rozrysować np. moją trasę sprzed godziny, nie mając żadnej mapy czy kompasu. Nawet jak się zgubię i bardzo często nie wiem gdzie dokładnie jestem, to idąc instynktownie praktycznie zawsze dochodzę tam gdzie chciałam. Ale tak jest w górach, gdzie wbrew pozorom jest wiele punktów odniesienia (pagórki, szczyty), nie wiem w jakim stopniu bym się odnalazła na nizinach...


Odpowiedz z cytatem